strona główna

Komentarze i opinie

Reformujmy łowiectwo – ale jak?

Z dużą satysfakcją przeczytałem w „Rzeczpospolitej” z 6 lutego br. polemikę grupy naukowców z moim artykułem pt. „Popierajmy łowiectwo, zanim będzie za późno”, opublikowanym w tym samym dzienniku 12 grudnia 2019 r. Tekst polemistów został przez nich zatytułowany „Reformujmy łowiectwo, zanim będzie za późno”. Do zabrania głosu skłoniło ich, jak piszą, poczucie obowiązku sprostowania wymagających tego tez zawartych w mojej publikacji, albowiem tworzą one „mylny obraz funkcjonowania populacji dzikich zwierząt, jak również funkcjonowania gospodarki łowieckiej w obecnym kształcie”.

W sprawie wyborów raz jeszcze

Wnikliwie przeanalizowałem kontrargumenty mec. Miłosza Kościelniaka-Marszała zamieszczone w tekście „Ad vocem w sprawie wyborów”. Nie przekonują mnie one. Przede wszystkim dlatego, że zaproponowana przez mec. Miłosza Kościelniaka-Marszała wykładnia przepisu art. 33e Prawa łowieckiego opiera się na klasycznym błędzie logicznym, który polega na przestawieniu skutku i przyczyny. Już tłumaczę, w czym rzecz.   W ocenie mojego adwersarza wybory nie mogą się odbyć z...

Ad vocem w sprawie wyborów

Z ogromnym zainteresowaniem zapoznałem się z tekstem mec. Krzysztofa Grochalskiego oraz zbieżnym z tym wywodem komunikatem PZŁ, z których ma wynikać, że art. 33e Prawa łowieckiego nie wyklucza przeprowadzania wyborów władz obecnej, przedłużonej kadencji. Ta propozycja, oparta na wykładni systemowej i celowościowej, była już przedmiotem głębokich rozważań, a doprowadziły one do poważnych wątpliwości wśród prawników. Należy bowiem pamiętać, że zgodnie z ugruntowanym orzecznictwem konstytucyjnym pierwszeństwo ma zawsze wykładnia językowa przepisów. Można od niej odstąpić jedynie wyjątkowo, w szczególności gdyby prowadziła do rezultatów nie do zaakceptowania. Tymczasem literalne odczytanie art. 33e Prawa łowieckiego daje mimo wszystko racjonalne, choć nie zawsze wygodne dla kół, rezultaty. Kłopotliwa treść przepisu nie powinna być jednak powodem zastępowania wykładni językowej prawniczą ekwilibrystką i przyznawania pierwszeństwa wykładni celowościowej.

Artykuł 33e Prawa łowieckiego – jak to jest z tymi wyborami?

W związku z luzowaniem przez rząd obostrzeń wynikających z epidemii COVID-19 koledzy z zarządów kół, a także członkowie władz okręgowych PZŁ wielokrotnie pytali mnie o to, czy w obecnym stanie prawnym można odbywać walne zgromadzenia kół. Za każdym razem odpowiadam, że jest to dopuszczalne – oczywiście z uwzględnieniem rygorów bezpieczeństwa uczestników. Prawie zawsze pada też drugie pytanie: czy można przeprowadzać wybory członków władz koła? I tu moja reakcja jest już typowo prawnicza: to zależy. Mianowicie od tego, o jakich wyborach mówimy.

Ochrona pól nie jest równoznaczna z prawem do polowań

Ponieważ uważam, że jestem to winien zarówno swojej prawniczej profesji, jak i łowieckiej pasji (obie traktuję równie poważnie), zdecydowałem się zaprezentować pełny tok rozumowania, który przywiódł mnie do wniosku o braku przesłanek dla wykonywania polowań na podstawie zmienionego Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii. Poniższe uwagi czynię także niejako w odniesieniu do argumentów zaprezentowanych w portalu lowiecki.pl. Z góry przy tym zastrzegam, że poniższy wywód będzie interesujący raczej tylko dla prawników, względnie tych z koleżanek i kolegów, którzy (bo znajdą się i tacy) choć nie są prawnikami, to dość swobodnie poruszają się w gęstwinie regulacji prawnych dotyczących naszego łowiectwa.

Zakaz przemieszczania się myśliwych w Polsce. A w Niemczech?

Kilka dni temu na stronie internetowej PZŁ można było przeczytać, że ograniczenia w przemieszczaniu się właśnie wprowadzone w związku z pandemią koronawirusa w Polsce obejmują również wszelkie działania z dziedziny gospodarki łowieckiej [Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 10 kwietnia 2020 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii, które m.in. wydłuża zakaz przemieszczania się do 19 kwietnia, w odróżnieniu od wersji dokumentu starszej o nieco ponad tydzień nie wprowadza już wyjątku dla realizowania wybranych zadań z zakresu gospodarki łowieckiej – przyp. red.]. Prawie jednocześnie, bo 9 kwietnia br., Niemiecki Związek Łowiecki (DJV) donosił o ustaleniach organizacji tamtejszych myśliwych z kilkoma ministerstwami.

Zanim wyjdziesz na polowanie

Ostatni tydzień nie tylko obfitował w buble legislacyjne, lecz także był wypełniony zamieszaniem związanym z ich interpretacją. Zauważalna nieudolność władz w tym zakresie zdążyła się objawić agresją wobec myśliwych i jawnymi drwinami z nich. Pomysły wzięte z głowy, czyli z niczego, i spisane na kolanie sprawiły, że zamiast wydać prosty komunikat wyjaśniający, czy przesłanką do opuszczenia miejsca zamieszkania jest polowanie czy tylko odstrzał sanitarny, ustawodawcy doprowadzili do sporu prawników co do rozumienia mających o tym rozstrzygnąć przepisów.

Choroba łowczego, czyli tak powstaje dezinformacja

Poznańska „Gazeta Wyborcza” w artykule z 27 marca 2020 r. zatytułowanym „Łowczy krajowy przywiózł koronawirusa z Brukseli i zakaził rodzinę. Tak powstają ogniska epidemii jednocześnie” weszła na kolejny poziom nierzetelności dziennikarskiej i manipulacji. W dobie szczytnych haseł wspólnej walki przeciw wirusowi ponad podziałami „Wyborcza” zdecydowała się na niskich lotów retorykę i szczucie społeczeństwa na myśliwych. Retorykę niemal bliźniaczo podobną do tej, którą stosują organizacje żerujące na naiwności, choćby Ludzie przeciw Myśliwym, skutecznie podsycające nienawiść do środowiska łowieckiego. Za cel obrano tym razem łowczego krajowego Pawła Lisiaka oraz jego rodzinę i zasugerowano, jakoby doprowadził on do powstania ogniska epidemii.

Co dalej z kadencjami zarządów kół łowieckich?

26 marca br. okazało się, że projektowany przepis dotyczący kadencji zarządów i komisji rewizyjnych kół łowieckich jednak się nie znalazł w rządowym projekcie nowelizacji ustawy o COVID-19. Poniższe uwagi kieruję zatem do legislatorów parlamentarnych i związkowych, działając jako amicus curiae (przyjaciel sądu).   Przeanalizowawszy projektowany przepis (podówczas art. 31x znowelizowanej ustawy o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw), doszedłem do wniosku, że w takim kształcie stanowił on plaster na ropiejącą ranę.

Koronawirus uratuje koła łowieckie?

Zawód legislatora polega na wyrażaniu językiem prawnym tego, co zostanie postanowione przez specjalistów danej dziedziny podlegającej regulacji prawnej. Niektórzy twierdzą, że legislacja to najtrudniejsza ze sztuk prawniczych. Wszak wszyscy prawnicy przepisy czytają, natomiast legislatorzy jako jedyni je piszą. I od tego, jak to zrobią, zależy to, jak się je potem czyta, czyli stosuje. A przede wszystkim to, czy w ogóle da się je zastosować. I właśnie po to, by przepis nadawał się do stosowania w różnorakich sytuacjach, wymaga się od legislatorów wyobraźni. Tej zaś, niestety, zabrakło zarówno przy nowelizacji Prawa łowieckiego z marca 2018 r., jak i przy redagowaniu Statutu PZŁ z 2019 roku. Obecna, absolutnie kryzysowa, sytuacja unaocznia to z całą mocą, i to na bardzo istotnym polu działalności organizacyjnej zrzeszenia – wyborów do organów kół łowieckich.