strona główna

Aktualności

Dezyderat w sprawie zarządzania populacjami dużych drapieżników uchwalony!

Dezyderat w sprawie zarządzania populacjami dużych drapieżników uchwalony!
Czerwiec 01 10:29 2026 Wydrukuj

Wdrożenie przez rząd ogólnokrajowych mechanizmów prawnych, infrastrukturalnych i instytucjonalnych w zakresie zarządzania populacjami dużych drapieżników chronionych w Polsce postuluje sejmowa Komisja Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa w dezyderacie uchwalonym na swoim posiedzeniu 28 maja i skierowanym do premiera Donalda Tuska. Rada Ministrów ma 30 dni od otrzymania dokumentu na pisemne ustosunkowanie się do zawartych w nim propozycji działań.

 

W posiedzeniu KOŚZNiL 28 maja br., na którym kontynuowano tematykę dużych drapieżników na Podkarpaciu podjętą dwa tygodnie wcześniej, 13 maja (więcej TUTAJ), ponownie licznie wzięli udział bieszczadzcy samorządowcy. Głos zabierali wójtowie Bukowska – Marek Bańkowski, Cisnej – Dariusz Wethacz i Komańczy – Roman Bzdyk, starosta sanocki Robert Pieszczoch i wicestarosta leski Wiesław Kuzio. Członek zarządu województwa podkarpackiego Anna Huk zreferowała jednogłośnie przyjęte przez radnych stanowisko w sprawie wdrażania systemowych rozwiązań dotyczących współistnienia człowieka z niedźwiedziem. Zawarte w nim postulaty sprowadzają się do oczekiwań stworzenia spójnej polityki, która połączy bezpieczeństwo mieszkańców z ochroną przyrody zgodnie z zasadą zrównoważonego rozwoju i w znacznej mierze są zgodne z założeniami dezyderatu KOŚZNiL, o którym niżej.
 
Wójt Marek Bańkowski mocno zaakcentował zagrożenie ekonomiczne związane z obecną atmosferą wokół Bieszczadów. Region stoi w obliczu katastrofy branży turystycznej oraz pogorszenia sytuacji firm z nią powiązanych. Ucierpią przedsiębiorcy, w ślad za tym spadną wpływy podatkowe, a wzrosną  wydatki socjalne. Bańkowski przypomniał, że to właśnie osoby prowadzące działalność gospodarczą utrzymują zarówno urzędników, jak i polityków. Wójt Komańczy stwierdził z kolei wprost, że niedawny śmiertelny atak niedźwiedzia był wypadkiem, ale za każdy kolejny będą odpowiedzialni politycy, którym zarzucił oderwanie od realiów i niekompetencję. Nie ma jego zdaniem czasu na strategie, a potrzebne są natychmiastowe rozwiązania.

 

Alternatywny dezyderat Jachiry

Dezyderat komisji został przygotowany przez jej przewodniczącą posłankę Urszulę Pasławską (PSL) przy wsparciu prof. Dariusza J. Gwiazdowicza, od lutego br. stałego doradcy KOŚZNiL. Na posiedzeniu 28 maja zgłoszono jednak również alternatywny dezyderat autorstwa posłanek Klaudii Jachiry (KO–Zieloni) oraz Darii Gosek-Popiołek (Lewica). W toku głosowania za wiodący i poddany dalszym pracom przyjęto dokument Pasławskiej, który finalnie zdobył większość i został uchwalony. Z jego treścią można się zapoznać TUTAJ.
 
Prof. Gwiazdowicz w swoim wystąpieniu wprowadzającym do dalszej debaty nad dezyderatem akcentował brak jakichkolwiek danych, które powinny stanowić podstawę dla wytyczenia kierunków podejmowanych działań. Zacytował rozbrajające stwierdzenie MKiŚ, że „organy ochrony przyrody nie prowadzą rejestru ani nie opracowują zbiorczych raportów dotyczących incydentów z udziałem niedźwiedzi i wilków w Polsce”. Zarzucał także, że urzędnicy wytykają myśliwym niski poziom realizacji decyzji o odstrzale gatunków objętych ochroną, ale nie interesują się ich wykonaniem i nie robią nic w kwestii poprawy efektywności w tym obszarze. Podkreślał wreszcie, że wyposażenie grupy interwencyjnej ds. niedźwiedzi w broń gładkolufową do płoszenia – chwilę wcześniej generalny dyrektor ochrony środowiska Piotr Otawski apelował o podpis prezydenta pod nowelizacją ustawy o ochronie przyrody, która legalizuje takie działanie – nie rozwiąże sytuacji, ponieważ nie dotyka to istoty sprawy i nie eliminuje przyczyn problemów z niedźwiedziami. Jak punktował, nie ma w tej chwili rozwiązań systemowych, strategii ani procedur szybkiej reakcji w razie bezpośredniego zagrożenia zdrowia czy życia ludzi.
 
Wywołany już wyżej Piotr Otawski argumentował, że dopiero obecny rząd po latach bezczynności podejmuje działania w zakresie zmian w systemie zarządzania populacją niedźwiedzia. Konsekwentnie zapomina, że sam w latach 2014–2015 na stanowisku głównego konserwatora przyrody, a wcześniej od 2009 r. zastępcy generalnego dyrektora ochrony środowiska bagatelizował powagę problemu, sygnalizowanego choćby w opracowanym wówczas ze środków unijnych projekcie krajowego programu ochrony niedźwiedzia.

 

Potrzebny krajowy program zarządzania dużymi drapieżnikami

Komisja w dezyderacie uznała za niezbędne wypracowanie i wdrożenie przez rząd krajowego programu zarządzania populacjami wilków i niedźwiedzi, obejmującego w szczególności oszacowanie wielkości populacji niedźwiedzia i wilka oraz wartości referencyjnych w zakresie ich liczebności. Należy ponadto ustalić zasady monitoringu i oceny zagrożeń,  procedury ewentualnej redukcji liczebności populacji, system identyfikacji osobników konfliktowych, zasady współpracy administracji, służb i osób wykonujących płoszenia oraz stworzyć mechanizmy finansowania działań interwencyjnych i prewencyjnych.
 
Zdaniem komisji konieczne są też zmiany legislacyjne w zakresie płoszenia chronionych drapieżników, określające podstawowe standardy i gwarantujące bezpieczeństwo wykonywania takich czynności. Powinny one obejmować dopuszczalne sposoby płoszenia, zasady używania amunicji niepenetracyjnej, minimalne wymagania szkoleniowe i certyfikacji osób przeprowadzających interwencje, zasady zabezpieczenia osób postronnych,  procedury postępowania w pobliżu zabudowy, a także dokumentowanie działań oraz odpowiedzialność za ich skutki.
 
Kontrowersje części parlamentarzystów wzbudził przyjęty większością głosów wniosek posła Andrzeja Zapałowskiego (Konfederacja) o uzupełnienie dezyderatu o propozycję, aby drapieżniki, które dokonały ataku na człowieka były eliminowane w natychmiastowym trybie. Podważano także postulat przeniesienia na poziom lokalny wójta, burmistrza lub prezydenta miasta części uprawnień do natychmiastowej decyzji o płoszeniu lub eliminacji (co zgodnie z brzmieniem dezyderatu miałoby się odbywać przy zachowaniu nadzoru merytorycznego ze strony instytucji eksperckich odpowiedzialnych za ochronę przyrody). Wszak to na wymienionych podmiotach, a nie na dyrektorach GDOŚ czy RDOŚ spoczywa zadanie zapewnienia bezpieczeństwa lokalnej społeczności.  Płoszenie i odstraszanie na obszarach zabudowanych w sytuacji, kiedy np. niedźwiedź wejdzie na posesję powinno natomiast zdaniem posłów zostać uproszczone i zwalniać mieszkańców z nadmiernych obostrzeń administracyjnych.
 
W dezyderacie zwrócono także uwagę na wielokrotnie podnoszoną przez parlamentarzystów i stronę społeczną konieczność zmian w zakresie gospodarowania odpadami w gminach, w których bytuje niedźwiedź i dochodzi do sytuacji konfliktowych, a także wprowadzenie zakazu dokarmiania dużych drapieżników oraz rewizję zasad nęcenia i dokarmiania zwierzyny. Pojawiły się również oczekiwania co do zwiększenia stawek odszkodowań za straty spowodowane przez dużej drapieżniki i rekompensowanie hodowcom utraconych korzyści, edukacji i informowania społeczeństwa czy wyposażania przez państwo mieszkańców i turystów w środki odstraszania, a wreszcie stworzenie platformy powiadamiania o osobnikach konfliktowych z publicznie dostępną mapą ich aktywności. Przychylono się także do wniosku posłanki Gabrieli Lenartowicz (KO) o powołanie międzyresortowego zespołu roboczego z udziałem przedstawicieli samorządów, NGO-sów i środowiska naukowego, który miałby wypracować konkretne propozycje rozwiązań w zakresie zarządzania populacjami dużych drapieżników dla zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańców.

 

Sami sobie winni 

Jak łatwo się domyślić, nie wszyscy członkowie komisji byli zadowoleni z przyjętego dezyderatu. Zdaniem Klaudii Jachiry propozycja Pasławskiej podsyca atmosferę strachu i niepokoju. Zbyt często w treści pojawia się określenie „konflikt”, a właśnie słowa kształtują atmosferę wokół Bieszczadów. – To komisja ochrony środowiska i naszym nadrzędnym dobrem jest chronić środowisko – infantylizowała. Oburzała się przy tym, że „koalicja 15 października” była inna i nie obejmowała PiS-u. Tymczasem posłowie tego ugrupowania wespół z PSL-em przegłosowali większość uzupełnień do dezyderatu, którym ona sama była przeciwna. Posłanka Magdalena Filiks (KO) winą za zmniejszenie ruchu turystycznego na południu Podkarpacia obarczała z kolei samorządowców, którzy straszą niedźwiedziami. Dezyderatu nie poparła w związku z przyjęciem wspomnianej wyżej poprawki Zapałowskiego, co odebrała jako złamanie wcześniejszego konsensusu. Zrozumienie złożoności problemu i potrzeby pilności podjęcia konkretnych działań, a także intencji przyświecających samorządowcom – reprezentantom lokalnych bieszczadzkich społeczności, którzy są dalecy od zarzucanej im chęci eksterminacji dużych drapieżników, przerasta również możliwości znacznej części reprezentowanych na posiedzeniu organizacji przyrodniczych, które rozwiązanie problemu sprowadzają do zabezpieczenia śmietników i likwidacji wszelkich form dokarmiania lub nęcenia zwierząt.
 
Red., Fot. Bartosz Rakoczy/ Adobe Stock

dodaj komentarz

0 komentarzy

Napisz komentarz

Uwaga! Aby dodać komentarz, musisz posiadać konto w serwisie braclowiecka.pl oraz być zalogowanym.