Pięć gatunków ptaków znika z listy łownych mimo rosnącego lub stabilnego trendu czterech z nich

Pięć gatunków ptaków znika z listy łownych mimo rosnącego lub stabilnego trendu czterech z nich
Styczeń 02 17:22 2026 Wydrukuj

Podpisane 22 września 2025 r. przez minister klimatu i środowiska Paulinę Hennig-Kloskę (PL2050), pozbawione merytorycznych podstaw zmiany rozporządzeń w sprawie ustalenia listy gatunków zwierząt łownych oraz w sprawie szczegółowych warunków wykonywania polowania i znakowania tusz weszły w życie 2 stycznia 2026 r. Oznacza to, że w nadchodzącym sezonie 2026/2027 nie zapolujemy na czernicę, głowienkę, łyskę, słonkę ani jarząbka.  

 

Zmiana rozporządzenia w sprawie listy gatunków łownych została podpisana dość niespodziewanie w impulsywnej reakcji na impas, do którego doprowadził resort rolnictwa w pracach nad zmianą rozporządzenia w sprawie okresów polowań na zwierzęta łowne. Minister Stefan Krajewski swoją zgodę na wprowadzenie planowanego dziesięcioletniego moratorium na pięć gatunków ptaków, wymaganą w przypadku tego rozporządzenia, w ostatniej chwili uzależnił od wznowienia polowań na łosie, co dla resortu środowiska było nie do przełknięcia. Sposób, w jaki wybrnęła z tego minister Hennig-Kloska został zapewne odnotowany po stronie sukcesów resortu środowiska w przeciąganiu liny z PZŁ. Niewątpliwie jest to także osobiste zwycięstwo podsekretarza stanu i głównego konserwatora przyrody Mikołaja Dorożały (PL2050), który w mediach społecznościowych wraz z apelem, aby  „nie strzelać w Sylwestra” i życzeniami noworocznymi na 2026 r. nie omieszkał z pełnym satysfakcji wyrazem twarzy przypomnieć, że „od stycznia nie będzie można strzelać do jarząbka, głowienki, czernicy, słonki i łyski”.

 

Jak nie drzwiami, to oknem

Uszczuplenie listy łownych gatunków ptaków było jednym z zagadnień podejmowanych w ramach powołanego w czerwcu 2024 r. Zespołu ds. reformy łowiectwa. Dorożała jako jego przewodniczący nie był jednak w stanie doprowadzić do wypracowania jakichkolwiek rekomendacji co do zmian w funkcjonowaniu łowiectwa, co było głównym celem gremium powołanego przez Hennig-Kloskę. Ale jak nie drzwiami, to oknem. Niezależnie od całkowitego niepowodzenia na polu prac zespołu ministerstwo rozpoczęło proces legislacyjny – początkowo równolegle konsultowano zmiany zmierzające do usunięcie siedmiu gatunków ptaków (poza wymienionymi również krzyżówki i cyraneczki) w rozporządzeniach w sprawie listy zwierząt łownych, okresów polowań i regulaminie polowań (w tym przypadku konieczne było usunięcie jarząbków i łysek z katalogu gatunków, które nie muszą być strzelane w locie). Późniejszy konsensus co do wprowadzenia moratorium dla pięciu gatunków zamiast wykreślania ich z listy łownych doprowadził do zawieszenia prac nad pierwszą z regulacji. Sprawa zakończyła się jednak nagłym zwrotem akcji, zasygnalizowanym na wstępie. W istocie resort wprowadził legislacyjny nieporządek – wymienione gatunki, choć już niełowne, ale wciąż nie podlegające ochronie, nadal pozostają wymienione w dokumencie ustalającym okresy polowań, którego zmianę skutecznie zaszachował resort rolnictwa.
 
Trudno dopatrywać się innych niż antymyśliwska ideologia źródeł wspomnianej zmiany rozporządzenia. Bo na pewno nie był nimi pogarszający się stan populacji gatunków zdjętych z listy łownych ani troska o poprawę ich losu. Sam resort środowiska, który w sposób niejasny uzasadniał swoje projekty nowelizacji, w ramach zobowiązania wynikającego z art. 12 dyrektywy ptasiej raportował do Komisji Europejskiej rosnące, mimo presji łowieckiej, krótkoterminowe (2013–2024) trendy w przypadku zimujących w Polsce populacji głowienki, czernicy oraz łyski. Nie da się zatem obronić tezy, jakoby odstrzał tych gatunków, w ostatnich latach w Polsce i tak malejący, wywierał negatywny wpływ na stan ich ochrony.

 

Interwencja FACE

Jak ma się sytuacja w przypadku populacji lęgowych? Dla głowienki i czernicy trend w okresie 2013–2024 był stabilny, dla łyski – rosnący,  słonki zaś oficjalnie pozostaje nieznany. Jedynie dla jarząbka raportuje się spadki zarówno w krótko-, jak i długoterminowym okresie monitoringu. Jak jednak zwraca uwagę Europejska Federacja Łowiecka (FACE), przyjmując podejście oparte na podstawach naukowych, oceny zrównoważenia wpływu gospodarki łowieckiej na migrujące gatunki ptaków należy dokonywać właśnie opierając się na stanie populacji zimujących, oceniając je w skali terytoriów objętych szlakami migracyjnymi lub co najmniej poziomu UE.
 
W oficjalnym stanowisku FACE przedłożonym w styczniu ub.r. m.in. Mikołajowi Dorożale (i niestety przez niego zignorowanym), sekretarz generalny federacji dr David Scallan podkreślił, że zgodnie z oficjalnymi danymi populacja słonki na poziomie unijnym jest stabilna, gatunek ma ponadto status najmniejszej troski wg Międzynarodowej Unii Ochrony Przyrody (IUCN). Zaznaczył jednocześnie, że wpływ polowań na populację jarząbka jest z kolei nieistotny, wytykając zarazem, że ministerstwo nie podało żadnego merytorycznego uzasadnienia postulowanego usunięcia tego gatunku z listy łownych. Znacznie ważniejszy jest w jego przypadku problem utraty oraz pogarszania się stanu siedlisk. Krytyczną opinię do zmian planowanych przez resort środowiska w zakresie listy gatunków łownych przedstawiciel FACE wyraził również podczas nieformalnego spotkania ministerialnych dyrektorów krajów UE odpowiedzialnych za łowiectwo we wrześniu ub.r., w którym wziął udział przedstawiciel Departamentu Leśnictwa i Łowiectwa MKiŚ. FACE zwróciła wówczas również uwagę na sprzeczność między danymi, które nasz kraj raportuje na szczeblu unijnym, a sposobem uzasadniania planowanych zmian w prawie na poziomie krajowym.

 

Pod dyktando „zielonych”

Abstrahując od powyższych dywagacji, z informacji płynących z resortu środowiska wynika, że mamy braki w ocenie stanu populacji gatunków ptaków będących obiektem zainteresowania myśliwych. Zamiast jednak dążyć do wykorzystania potencjału PZŁ do poprawy tej sytuacji, uzupełnienia luk w monitoringu oraz podjęcia wspólnych działań zmierzających do poprawy stanu siedlisk, ministerstwo działa pod dyktando łowieckich antagonistów, którym wcale nie przyświeca dobro przyrody. Ich jedyna motywacja to obsesyjna deprecjacja łowieckiej tradycji oraz marginalizacja myśliwych. Nie wróży to najlepiej gatunkom, na które już nie zapolujemy.
 
Więcej na temat porażek oraz dokonań MKiŚ na niwie łowieckiej w minionym roku pisze prof. Henryk Okarma w artykule „Co nam dałeś, Mikołaju?” na łamach styczniowego wydania (1/2026 – zamów TUTAJ). Zachęcamy do lektury!
 
ADP, JK, Fot. 
Maja Jaszczuk, obraz wygenerowany za pomocą AI

dodaj komentarz

0 komentarzy

Napisz komentarz

Uwaga! Aby dodać komentarz, musisz posiadać konto w serwisie braclowiecka.pl oraz być zalogowanym.