PZŁ zajmuje stanowisko w sprawie obywatelskiego projektu zmiany Prawa łowieckiego

Łowczy krajowy Eugeniusz Grzeszczak przy mikrofonie przedstawia konsekwencje, jakie niesie za sobą obywatelski projekt nowelizacji Prawa łowieckiego

Zbiórka podpisów pod obywatelską inicjatywą ustawodawczą zmiany Prawa łowieckiego przygotowaną przez antymyśliwskie organizacje pozarządowe do spółki z partią Zieloni wystartowała na początku czerwca i nabrała już rumieńców. Polski Związek Łowiecki zajmuje w tej sprawie stanowisko i przestrzega przed poważnymi społecznymi oraz budżetowymi konsekwencjami, jakie niesie za sobą obywatelski projekt nowelizacji Prawa łowieckiego. Proponowane regulacje sparaliżują zrównoważone zarządzanie zasobami zwierzyny.

Złożenie projektu do sejmu w ramach inicjatywy obywatelskiej wymaga uzyskania poparcia 100 000 osób w ciągu 90 dni. Zbiórki podpisów są prowadzone przez wolontariuszy m.in. podczas happeningów oraz wielu wydarzeń kulturalnych i plenerowych, w tym marszów równości w Warszawie i Poznaniu czy festiwalu Open’er Festival w Gdyni. Kampanii towarzyszy niestety retoryka wykluczania myśliwych poza społeczny nawias. Wśród zmian szczególnie akcentowanych przez autorów obywatelskiego projektu nowelizacji znajdują się zwiększenie nadzoru nad gospodarką łowiecką, powszechny dostęp do informacji o polowaniach, zmiany w zasadach odstrzału zwierząt, odsunięcie polowań od zabudowy, regularne badania lekarskie myśliwych oraz wprowadzenie zakazu polowań komercyjnych.

PZŁ otwarty na merytoryczny dialog

Łowczy krajowy Eugeniusz Grzeszczak otwierając konferencję prasową poświęconą stanowisku PZŁ w sprawie obywatelskiego projektu zmiany Prawa łowieckiego zadeklarował pełną otwartość na dyskusję w ramach tej inicjatywy. Spotkanie odbyło się 15 lipca w siedzibie PZŁ i choć mogłoby się wydawać, że nośny temat ściągnie na Nowy Świat kamery mainstreamowych stacji, pod względem frekwencji uczestniczących w nim dziennikarzy była to najsłabsza konferencja z dotychczasowych.

Grzeszczak zapowiedział, że szczegółowe uwagi zrzeszenia do projektu zostaną zgłoszone gdy trafi on do sejmu i zarazem podkreślił, że debata na ten temat musi być merytoryczna. Tymczasem inicjatorzy obywatelskiej nowelizacji gromadzą podpisy posługując się nośnym hasłem reformy łowiectwa, ale nie uprzedzają o skutkach społecznych, ekonomicznych i finansowych swojej propozycji. A uderzą one nie tylko w myśliwych, ale też rolników i budżet państwa, a zatem w społeczeństwo. Złożą się na to chociażby odszkodowania za straty w uprawach i płodach rolnych oraz koszty ich likwidacji, kolizje drogowe i wypadki ze zwierzyną, czy wreszcie pogłębienie problemu dzików w miastach, z którym już dziś nie może się uporać wiele aglomeracji.

– Na obecnym etapie Polski Związek Łowiecki zwraca uwagę na niezgodność projektowanych przepisów z uzasadnieniem, pominięcie rzeczywistych skutków społecznych, ekonomicznych i gospodarczych nowelizacji oraz brak wskazania jej kosztów, źródeł finansowania oraz wynikających z projektu obciążeń regulacyjnych – mówi Grzeszczak. – Nowelizację ograniczono do zmiany części przepisów ustawy Prawo łowieckie, nie dostosowując przy tym pozostałych przepisów tejże ustawy do projektowanego stanu prawnego. W konsekwencji prowadzi to do powstania licznych luk prawnych i zaburzenia całościowej logiki ustawy Prawo łowieckie oraz wyklucza możliwość stosowania niektórych przepisów w praktyce. 

Trzy czwarte Polski wyłączone z polowań

Konsekwencje propozycji wprowadzenia zakazu „strzelania do zwierząt łownych w odległości mniejszej niż 700 m od budynków” przybliżył kierownik Wydziału Gospodarki Łowieckiej ZG PZŁ Zbigniew Michalik. Wg wykonanej symulacji taka regulacja wyłączy z działalności łowieckiej około trzech czwartych powierzchni kraju! Nie będzie tam można nie tylko polować, ale też prowadzić odstrzałów redukcyjnych ani sanitarnych. Michalik zwracał uwagę, że ciężar odszkodowań za szkody wyrządzone przez zwierzynę w następstwie odejścia od dotychczasowego modelu łowiectwa przejmie na tych terenach państwo. Odwołał się do szacunków sprzed kilku lat, które mówiły o przeszło miliardzie złotych obciążeń z tego tytułu. Wyjaśniał także, że zwierzyna pojawi się tam, gdzie projektodawcy zakładają rzekome zwiększenie bezpieczeństwa ludzi w następstwie odsunięcia myśliwych, czyli w bezpośrednim sąsiedztwie obszarów zamieszkanych. Uczulał ponadto, że w świetle regulacji obowiązujących w krajach UE nie ma możliwości odłowienia dzików i ich relokacji, a jedynym innym niż odstrzał skutecznym i dozwolonym sposobem przeciwdziałania konfliktom tego gatunku z ludźmi jest odłów zwierząt wraz z ich z uśmierceniem. To koszt około trzech tysięcy złotych za jednego osobnika. Jeżeli zatem myśliwi nie odstrzelą trzystu tysięcy dzików pozyskiwanych rocznie w ostatnich latach, to budżet państwa będzie musiał ponieść wydatek rzędu dziewięciuset milionów złotych za ich odłów, czego nie ujęto w ocenie skutków regulacji. – Apeluję, żeby nie oceniać tego projektu pod kątem pięknie brzmiącego hasła siedmiuset metrów, tylko pod kątem realnych konsekwencji dla bezpieczeństwa obywateli, rolników i finansów publicznych – kwitował Michalik.

Mat. prasowe ZG PZŁ

Jak czytamy w informacji prasowej PZŁ, „na pozostałym obszarze decyzje w zakresie zarządzania zwierzyną zostaną przeniesione z poziomu praktycznego działania, opartego na danych dotyczących liczebności poszczególnych gatunków, na poziom konsultacji społecznych, odwołań i sporów sądowych”.

Źle pojęta poprawa bezpieczeństwa

Pełnomocnik ZG PZŁ mec. Sławomir Szymański odnosząc się do kwestii bezpieczeństwa zwrócił uwagę na projektowany postulat zakazu wykonywania polowania za pomocą celowników termo- i noktowizyjnych, który w zamyśle autorów obywatelskiej nowelizacji Prawa łowieckiego miałby wyeliminować szczególnie ryzykowne zachowania myśliwych w łowisku. W rzeczywistości, sygnalizował, przyniesie to skutek odwrotny. – Myśliwy, który posiada celownik termo- lub noktowizyjny jest w stanie nie tylko dokładnie rozpoznać gatunek zwierzęcia, do którego oddaje strzał, ale również jego płeć, jeśli tylko chce, albo też kondycję fizyczną. Ponieważ są to urządzenia na bardzo wysokim poziomie i dają duże możliwości poznawcze jeszcze przed oddaniem strzału – wyjaśniał. Inicjatorzy kampanii nie przemyśleli jego zdaniem także skutków wprowadzenia zakazu polowań w nocy. – Jeśli do tego dodać, że projektodawcy, proponują również zakaz polowań zbiorowych, to można dojść do jedynego wniosku, że właściwie prowadzenie gospodarki populacją dzika będzie po prostu niemożliwe – mówił. Dzierżawcy i zarządcy obwodów będą mimo tego płacili za szkody wyrządzone przez dziki, na które jednak w praktyce nie będą mogli polować.

Reklama

Projekt zakłada ponadto, żeby wyłączyć możliwość sytuowania ambon w otulinach parków narodowych i rezerwatów przyrody, a także na obszarach Natura 2000. Tymczasem, jak argumentował Szymański, nie ma bezpieczniejszego sposobu polowania. Strzał z ambony oddawany jest ze stabilnej pozycji z góry w dół, przez co pocisk napotyka na kulochwyt.

Maciej Szmit, dyrektor do spraw nadzoru Biura ZG PZŁ, skomentował przewidywaną korektę definicji łowiectwa poprzez pozbawienie jej stwierdzenia, że jest ono elementem ochrony środowiska przyrodniczego. – Taką zmianę należy ocenić negatywnie, ponieważ pozbawia ona współczesne łowiectwo zasadniczej funkcji przyrodniczej – mówił. Inna propozycja zmiany przepisów, tj. usunięcie z  rocznych planów łowieckich danych dotyczących zasiedlania obwodów łowieckich, pozbawia natomiast jego zdaniem zarządców i dzierżawców skutecznego narzędzia wpływania na populacje zwierzyny. Wprowadzenie dodatkowej regulacji nakładającej na regionalnych dyrektorów ochrony środowiska obowiązek uzgadniania rocznych planów łowieckich przy ponad pięciu tysiącach obwodów spowoduje z kolei, że jeden dyrektor, mimo braku narzędzi do skutecznej oceny stanu zwierzyny na terenie obwodu łowieckiego, będzie musiał zatwierdzić w okresie dwudziestu dni marca około trzystu planów. Szmit podkreślił przy tym, że w tej chwili proces uzgadniania tych dokumentów jest przewidziany w ustawie Prawo łowieckie. Opiniują je wójtowie i izby rolnicze, a zatwierdzają nadleśniczowie w uzgodnieniu z Polskim Związkiem Łowieckim. 

Więcej dzików w miastach

Wacław Matysek, specjalista do spraw komunikacji Wydziału Prasowego PZŁ, zwrócił uwagę, że wyłączenie z polowania strefy siedmiuset metrów od budynków nasili problem wkraczania dzikich zwierząt do miast. Podał też alarmujące dane z Warszawy. Tylko w pierwszym półroczu tego roku stołeczne Lasy Miejskie odnotowały ponad jedenaście tysięcy zgłoszeń występowania dzików. Interweniowano ponad trzy tysiące razy, doszło do stu osiemdziesięciu kolizji z pojazdami, natomiast liczba ataków dzików na ludzi sięgnęła prawie sto trzydzieści. Dlatego, jak argumentował Matysek, tak ważna jest współpraca myśliwych, włodarzy miast i samych mieszkańców, a także edukacja. Nowelizacja tymczasem ogranicza myśliwym możliwość prowadzenia zajęć w publicznych przedszkolach i szkołach.

Matysek precyzował także, że myśliwi nie mają prawa wykonywać odstrzałów w mieście, ale mogą to robić w granicach obwodów łowieckich, które przylegają do granic aglomeracji. Przepis zabraniający strzelania do zwierzyny w promieniu 700 m od budynków spowoduje, że nie będzie to możliwe. Tylko spotęguje to problem zwierzyny na obszarach zabudowanych.

Prof. Dariusz J. Gwiazdowicz wyjaśniał, że działalność myśliwych opiera się na trzech podstawowych filarach: przyrodniczym, gospodarczym i społecznym, a współczesne łowiectwo jest elementem aktywnej ochrony przyrody. Trudno wyobrazić sobie ochronę szeregu gatunków rzadkich i zagrożonych bez redukcji drapieżników. Mimo tego dyskusję na temat łowiectwa zawsze sprowadza się tylko do polowania. – Możemy sobie zadać pytanie, czy myśliwi dobrze wykonują swoje zadania. Nigdy nie jest tak, że wszystko jest idealnie. Ale po to została stworzona strategia rozwoju łowiectwa. Po to wyszczególniono błędy, które popełniają myśliwi. Po to pracuje się nad tym, żeby je eliminować, żebyśmy wszyscy byli zadowoleni, że przyroda jest bezpieczna, że nie ma szkód gospodarczych, nasze życie, zdrowie nie są zagrożone, a wszystkie zadania są na wysokim poziomie merytorycznym – mówił.

Żeby tak się stało, argumentował, myśliwi muszą szkolić. A jak mają to robić, skoro nowelizacja zakazuje dorosłym osobom uczestniczenia w polowaniach? Zdaniem prof. Gwiazdowicza na ustawę nie można  patrzeć jak na PRL-owski relikt, a tak próbują to przedstawiać inicjatorzy obywatelskiej reformy łowiectwa, tylko przez pryzmat skuteczności działań w aspektach ochrony przyrody, gospodarczym i społecznym.

– Szkolenie nowo wstępujących myśliwych jest prowadzone przez kilkudziesięciu nauczycieli akademickich. Życzę wszystkim organizacjom społecznym i pozarządowym, żeby prowadziły kursy na takim poziomie jak to robi Polski Związek Łowiecki – puentował.

Kampania „Fakty Łączą, Mity Dzielą”

Podczas konferencji PZŁ zainicjował kampanię „Fakty Łączą, Mity Dzielą”, która zachęca, aby przed złożeniem podpisu pod obywatelskim projektem nowelizacji Prawa łowieckiego poznać szczegóły proponowanych zapisów oraz ich konsekwencje. Związek uruchomił jednocześnie platformę www.faktyniemity.pl, na której informuje na czym w rzeczywistości polega praca myśliwych oraz jak wraz z PZŁ odpowiadają oni na potrzeby współczesnego świata. Kierownik Wydziału Prasowego ZG PZŁ Magdalena Mikulska podkreśliła, że jest to praca często niezauważalna, bo wykonywana w nocy, o świcie bądź o zmierzchu, kiedy zwykli obywatele po prostu zajmują się swoim życiem.

***

W skład komitetu inicjatywy ustawodawczej „UWAGA! Polowanie! Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre” (szczegóły TUTAJ) wchodzą: pełnomocnik komitetu, przewodnicząca łódzkiego koła partii Zieloni i łódzka radna miejska Magdalena Gałkiewicz, prezes zarządu Stowarzyszenia Pracownia na rzecz Wszystkich Istot Radosław Ślusarczyk, prof. dr hab. Andrzej Elżanowski (Uniwersytet Warszawski), prof. dr hab. Wojciech Pisula (Instytut Psychologii PAN), prof. UKEN dr hab. Marcin Urbaniak (Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie), Roman Głodowski ze Stowarzyszenia Nasz Bóbr, prezes zarządu Fundacji Noga w Łapę Renata Markowska-Latecka, wiceprezes fundacji „Niech Żyją!” Marcin Kostrzyński, Zenon Kruczyński – aktualnie reprezentant Pracowni na rzecz Wszystkich Istot, prezes zarządu fundacji Dzika Polska Dawid Kaźmierczak, przedstawiciel OTOP-u Piotr Chara (zasłużony w walce o odsunięcie myśliwych od granic Parku Narodowego „Ujście Warty”), prezes zarządu fundacji Strefa Zieleni Ewa Sufin, radny Szczecina i członek zarządu szczecińskiego koła partii Zieloni, lider jej zachodniopomorskich struktur Przemysław Słowik, radny Wrocławia, członek partii Zieloni Robert Suligowski oraz przewodniczący i rzecznik prasowy partii Zieloni Michał Suchora. Wsparcia prawnego udziela znana z niechęci do myśliwych mec. Karolina Kuszlewicz.

Wśród parlamentarzystów, którzy popierają inicjatywę znaleźli się wiceminister klimatu i środowiska Urszula Zielińska (KO-Zieloni), Franciszek Sterczewski (KO), Daria Gosek-Popiołek (Lewica), Aleksandra Leo (Centrum), Ewa Szymanowska (Centrum), a także europosłowie Krzysztof Śmiszek i Robert Biedroń. Złożeniem podpisu pod projektem pochwaliły się na fanpage’u inicjatywy na Facebooku: Dorota Olko (Lewica), Maciej Konieczny (Razem), Klaudia Jachira (KO-Zieloni; zbiera podpisy jako wolontariuszka).

Twarzami inicjatywy zostali także ludzie świata kultury, na czele ze skompromitowaną udziałem w kampanii reklamowej Gino Rossi Mają Ostaszewską. Poza nią m.in.: Agata Passent, Agnieszka Holland, Olga Tokarczuk, Julia Kamińska, Katarzyna Kasia, Mariusz Szczygieł, Krzysztof Skiba, Magdalena Popławska, Małgorzata Rozenek-Majdan.

Fot. ADP