10 lat temu podjąłem walkę o to, abyśmy nie musieli bezradnie patrzeć na śmierć naszych najlepszych psów. W ostatnich miesiącach udało się osiągnąć to, czego przez lata najbardziej brakowało – realną możliwość ochrony. PZŁ we współpracy z Państwowym Instytutem Weterynaryjnym – Państwowym Instytutem Badawczym w Puławach oraz Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi rozpoczyna przygotowania do pierwszego ogólnopolskiego programu profilaktycznych szczepień psów przeciwko wirusowi wywołującemu chorobę Aujeszkyego.
Dla wielu osób jest to po prostu kolejny komunikat dotyczący zdrowia psów, dla mnie znaczy coś więcej. 10 lat temu straciłem sukę Ursę. Miała tylko trzy lata, lecz już prezentowała w pracy cechy wybitne, co dodatkowo potwierdziła błyskawicznie zdobytym championatem na konkursach dzikarzy. Zabiła ją choroba Aujeszkyego, zaledwie 48 godz. po polowaniu, podczas którego miała kontakt z dzikiem. Nigdy nie zapomnę uczucia bezsilności i świadomości, że nie mogę niczego zrobić, żeby jej pomóc. Weterynarze nie potrafili właściwie rozpoznać charakterystycznych objawów choroby. Nie było nawet świadomości, że należy ją uśpić, by oszczędzić agonii w męczarniach – nieuodpornionego psa po zakażeniu nie da się bowiem uratować. Nie było też wiedzy w klinice uniwersyteckiej, że należałoby wysłać mózg padłego czworonoga do badań do Puław.
Choroba, której nie wolno lekceważyć
Przez kolejne lata obserwowałem, jak ten sam scenariusz powtarza się u następnych psów w różnych częściach Polski. Jednak, tak jak my wymagamy wytrwałości w pracy od naszych czworonogów, tak i my nigdy nie powinniśmy odpuszczać, jeśli chodzi o ich bezpieczeństwo. Dlatego z tym większą satysfakcją mogę potwierdzić, że program szczepień przeciw chorobie Aujeszkyego staje się faktem. Po latach pukania do różnych drzwi udało mi się znaleźć sprzymierzeńca – wiceprezesa NRŁ i przewodniczącego Komisji Kynologicznej Pawła Mamonia, z którym przekonaliśmy ZG PZŁ do współdziałania w tej materii. Presja ma sens, dlatego ruszają zapisy do programu szczepień. Rejestrację chętnych prowadzi PZŁ, a wszystko będzie się dziać pod okiem PIWet–PIB w Puławach oraz MRiRW. Co ważne, szczepienia off-label będą dostępne dla wszystkich psów, nie tylko należących do członków PZŁ i nie tylko dla ras myśliwskich.
Choroba Aujeszkyego, nazywana również pseudowścieklizną, jest zakaźną chorobą wirusową wywoływaną przez wirus SHV-1. Psy nie są jego naturalnym rezerwuarem – są nim świnie. W naszych warunkach kluczowe znaczenie epidemiologiczne ma populacja dzików i właśnie dlatego problem jest tak istotny dla środowiska łowieckiego. Pies polujący na czarnego zwierza znajduje się w grupie szczególnego ryzyka. Może mieć bezpośredni kontakt z zakażonym zwierzęciem, jego śliną, krwią, tkankami, odchodami czy wnętrznościami. Szczególnie niebezpieczne jest spożycie surowych tkanek.
Zagrożenie nie dotyczy wyłącznie psów uczestniczących w polowaniu. Do programu powinny być zgłoszone nie tylko czworonogi pracujące przy dochodzeniu postrzałków, poszukiwaniu dzików padłych na ASF, ale również te żyjące na terenach o wysokiej presji dzików – dotyczy to również miast. Nawet przypadkowy kontakt może skończyć się śmiercią psa.
Skala problemu – jedna trzecia dzików miała kontakt z wirusem
Nie jest znana liczba zakażeń psów w Polsce. I nie wynika to z tego, że choroba nie występuje. Na mojej mapie (poniżej; wciąż można zgłaszać upadki psów spowodowane chorobą Aujeszkyego) naniesionych jest ponad 40 przypadków w różnych częściach kraju, z ewidentną przewagą regionów wzdłuż południowej granicy. Ale zbieranie danych dotyczących zachorowań to oddolna inicjatywa, ponieważ Główny Inspektorat Weterynarii takiej statystyki nie prowadzi, nie ma bowiem konieczności „ścigania” z urzędu tej choroby wśród psów. Przypadków jest więc zapewne więcej niż zaznaczonych na mapie, a te, które są na niej umieszczone, opierają się przede wszystkim na opisie charakterystycznych objawów u padłych psów, typowych dla choroby Aujeszkyego. Jedynie kilka przypadków zostało oficjalnie potwierdzonych badaniem mózgów psów w PIWet–PIB.
Nasze czworonogi nie są gatunkiem rezerwuarowym, dlatego nie są objęte rutynowym monitoringiem, jak np. świnie. Wirus natomiast krąży w populacji dzików. W ramach wieloletniego programu na lata 2024–2028 PIWet–PIB prowadzi monitoring (wg uchwały nr 238 Rady Ministrów z 2023 r.) – każdego roku badanych jest 5000 dzików. W jednym z badań obejmującym 320 dzików seroprewalencja (wskaźnik obecności przeciwciał, który najczęściej świadczy o przebytej infekcji i nabytej odporności, niekoniecznie o aktywnym nosicielstwie wirusa) wyniosła 32,1%, czyli ⅓ przebadanych dzików miała kontakt z wirusem. Nie oznacza to oczywiście, że jeden na trzy spotkane w lesie dziki jest zakażony. Nie wolno również bezpośrednio przekładać seroprewalencji na ryzyko zakażenia konkretnego psa. Pokazuje ona jednak coś istotnego: wirus nie jest teoretycznym zagrożeniem, o którym możemy mówić wyłącznie w kontekście zagranicznych przypadków.
Opierając się na charakterystycznych objawach choroby Aujeszkyego, pierwszy znany mi przypadek w Polsce miał miejsce w 2011 r. u psa rasy gończy polski. Natomiast pierwszy opisany przypadek choroby u psa myśliwskiego związany z dzikiem to 2016 r. i dotyczy karelskiego psa na niedźwiedzie. Zakażenie potwierdzono badaniem PCR, a prawdopodobnym źródłem były podroby dzika. Dwa lata później w okolicach Niepołomic padły dwa psy myśliwskie – łajka oraz gończy polski. Oba miały kontakt z dzikami podczas polowania, a zakażenie potwierdzono laboratoryjnie. Przypadków, których nigdy nie zdiagnozowano albo których nie zgłoszono, mogło być znacznie więcej.
Do krajów, w których oficjalnie potwierdzono występowanie wirusa wywołującego chorobę Aujeszkyego, należą Czechy, Grecja, Włochy, Niemcy, Francja i Stany Zjednoczone.
Bezpieczeństwo i skuteczność szczepionki
Do tej pory polski myśliwy miał w zasadzie tylko jedną możliwość: próbować ograniczać ryzyko kontaktu psa z wirusem wywołującym chorobę Aujeszkyego, co jest w praktyce niemożliwe, o ile nie zamierzamy zamknąć psa w kojcu. Trudno wymagać od dzikarza, aby podczas pracy nie miał kontaktu z dzikiem. Trudno oczekiwać od psa dochodzącego postrzałka, aby zawsze trzymał się z daleka od tuszy i farby. Trudno zagwarantować bezpieczeństwo psu, który pracuje na tropie dzika zakażonego wirusem ASF. I właśnie dlatego uruchomienie programu szczepień off-label jest tak przełomowe.
Off-label to procedura wykorzystująca inaktywowaną szczepionkę przeznaczoną dla świń, bowiem do tej pory nie wynaleziono skutecznej i bezpiecznej szczepionki dla psów. Nie jesteśmy pierwszym krajem, który podejmuje taką próbę. Największe doświadczenie ma Francja. To właśnie tam opisano regionalne programy szczepień psów myśliwskich po wystąpieniu ognisk choroby. Stosowana była inaktywowana szczepionka Auskipra BK przeznaczona dla świń, podawana czworonogom za zgodą właścicieli. W latach 2022–2024 zaszczepiono we Francji 25–30 tys. psów.
Po szczepieniu podstawowym przeciwciała stwierdzono u 100% czworonogów, po sześciu miesiącach seropozytywnych pozostawało 97,7%.To bardzo dobra odpowiedź immunologiczna. 45,6% psów nie miało żadnych działań niepożądanych, a u tych, u których wystąpiły, najczęściej obserwowano łagodne odczyny miejscowe lub przemijające objawy ogólne, takie jak osowiałość i spadek apetytu. Ciężkie objawy wystąpiły u 11,1% zaszczepionych, przy czym miały one charakter przejściowy. Jeden zaszczepiony pies przeżył późniejsze zakażenie, inny zachorował i padł mimo obecności przeciwciał.
Nie mamy podstaw, aby twierdzić, że szczepienie daje stuprocentową ochronę, ale po raz pierwszy mamy możliwość zrobić coś więcej, niż tylko liczyć na szczęście.
Wystarczy wypełnić formularz
Udział lekarzy weterynarii oraz ekspertów PIWet–PIB w Puławach ma zapewnić właściwy nadzór nad programem. Podczas jego realizacji będą gromadzone dane naukowe, które pozwolą ocenić bezpieczeństwo i skuteczność przyjętego schematu w polskich warunkach.
Będą stosowane dwie dawki podstawowe, podawane w odstępie ok. trzech tygodni, oraz dawka przypominająca po sześciu miesiącach. Szczegóły, w tym dotyczące realizacji programu, zostaną przekazane uczestnikom po zakończeniu procesu kwalifikacji. Co bardzo ważne, liczba miejsc w programie jest nieograniczona.
Więcej informacji, a także formularz zgłoszeniowy TUTAJ.
Chciałbym serdeczne podziękować dr hab. Magdalenie Larskiej, prof. PIWet–PIB, za merytoryczne wsparcie, dzięki któremu udało nam się przekonać MRiRW do włączenia zielonego światła dla naszego programu. Również dane, na które powołuję się w niniejszym artykule, pochodzą z pracy przygotowanej przez panią profesor.