Konsultacje zmiany Prawa łowieckiego wg „zielonych”. To nie partycypacja obywatelska tylko próba sił

Hasło obywatelskiej inicjatywy zmiany Prawa łowieckiego , "Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre" i radosny szop pracz obok
Fot. Materiały prasowe Komitetu Inicjatywy Uwaga! Polowanie;
sonsedskaya/ Adobe Stock

Szczegółowe omówienie konsekwencji obywatelskiego projektu zmiany Prawa łowieckiego publikujemy na łamach „Braci Łowieckiej” w trzyodcinkowym cyklu autorstwa mec. Witolda Daniłowicza, począwszy od wydania wrześniowego. Ostatnia część ukaże się w listopadzie, już po zakończeniu społecznych e-konsultacji. Trwają one do 18 października br. w witrynie internetowej sejmu (TUTAJ). Zachęcamy do wyrażenia swojego zdania!

Rzut oka na aktualnie trwające konsultacje społeczne projektów ustaw pozwala na postawienie tezy, że przynajmniej w przypadku Prawa łowieckiego nie tyle służą one ważnej w demokratycznym ustroju partycypacji obywatelskiej, co stanowią próbę sił między zwolennikami i przeciwnikami myśliwych. Polem tego starcia była najpierw zakończona sukcesem zbiórka podpisów pod inicjatywą „Uwaga! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre”, a teraz procedura opiniowania poprzedzająca głosowanie w sejmie.

Znikoma partycypacja obywatelska

Choć odsetek uczestników e-konsultacji w ujęciu ogólnym jest znikomy, to przy ustawach dotyczących myśliwych odnotowuje się fenomenalny wręcz zwrot. W analizie doświadczeń pierwszego roku funkcjonowania tego procesu, opublikowanej na łamach „Państwa i Prawa” (źródło TUTAJ), autorzy zwracają uwagę, że najliczniej w tym czasie wypowiadano się na temat zmiany ustawy o broni i amunicji – złożono 20,9 tys. ankiet, czyli niemal jedną czwartą spośród wszystkich 92 tys. ankiet wypełnionych w 152 procesach konsultacyjnych! Za tym prawdziwym fenomenem stoi fakt, że chodziło o nowelizację autorstwa posłów PL2050, która utknęła w Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych, a dotyczy wprowadzenia okresowych badań lekarskich i psychologicznych dla posiadaczy broni do celów łowieckich, sportowych i szkoleniowych.

Konsultowany aktualnie projekt zmiany ustawy o podatku od towarów i usług autorstwa posłów PiS-u, wprowadzający obniżki m.in. na paliwa, który powinien zaangażować rzesze kierowców, piętnaście dni przed końcem zgromadził uwagi zaledwie 14 podmiotów. Lepszym porównaniem będzie jednak zmiana Prawa ochrony środowiska w zakresie rozdmuchanej niedawno medialnie sprawy limitów hałasu dzwonów kościelnych, których termin konsultacji jest zbieżny z projektem noweli Prawa łowieckiego. 18 dni przed finiszem złożono 40 ankiet. Do ustawy łowieckiej w tym samym czasie ponad 10,5 tys.! Liczba ta systematycznie rośnie.

Powszechna mobilizacja we wszelkich możliwych kanałach komunikacji nastąpiła po obu stronach barykady. Widać przy tym, że szczególnie gremiom przeciwnym myśliwym wcale nie chodzi o uświadamianie konsekwencji forsowanych zmian dla przeciętnego obywatela, tylko o statystykę. Wynik tych konsultacji w najmniejszym stopniu nie będzie więc reprezentatywny dla polskiego społeczeństwa. Już w toku zbiórki podpisów pod inicjatywą „Uwaga! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre”, której twarzą było wielu artystów i celebrytów, aktywiści antyłowieccy, naukowcy oraz politycy, wszelkie chwyty były dozwolone. Na ironię zakrawa fakt, że mimo równolegle trwających w Ministerstwie Klimatu i Środowiska prac Zespołu ds. zmian systemowych w łowiectwie, którego zadaniem było wypracowanie rekomendacji zmian legislacyjnych dotyczących tego obszaru (zespół pracował w wydłużonym terminie do 17 lipca, ale wyników jego prac jak dotąd nie poznaliśmy), działania komitetu obywatelskiej inicjatywy ustawodawczej otwarcie wspierała wiceminister Urszula Zielińska (Zieloni). Po złożeniu rezygnacji ze stanowiska do kibicowania przedsięwzięciu otwarcie przyznał się również Mikołaj Dorożała, bezpośrednio nadzorujący prace Departamentu Leśnictwa i Łowiectwa, pod którego auspicjami działał wspomniany zespół.

W przekazie kampanijnym nie brakowało radykalizmu, manipulacji, kreowania alternatywnej rzeczywistości wokół myśliwych i łowiectwa oraz wyzwalania w społeczeństwie poczucia zagrożenia, którego nie ma.

Była reakcja PZŁ

Przypomnijmy główne kierunki zmian zawarte w projekcie „zielonych”,  przytaczając je dosłownie za uzasadnieniem tego dokumentu: zmiana definicji łowiectwa i polowania, wprowadzenie naukowych przesłanek uznania gatunku za łowny oraz okresowej weryfikacji listy gatunków łownych, wzmocnienie kontroli przyrodniczej nad planami łowieckimi, strategiczną ocenę oddziaływania wieloletnich planów łowieckich na środowisko, zwiększenie jawności polowań i gospodarki łowieckiej, utworzenie publicznego rejestru polowań i gospodarki łowieckiej, zwiększenie minimalnej odległości oddawania strzału od budynków i zebrań publicznych, wzmocnienie praw właścicieli nieruchomości, zakaz lub ograniczenie szczególnie inwazyjnych praktyk łowieckich, odejście od komercyjnej organizacji polowań, rozszerzenie nadzoru nad PZŁ i kołami łowieckimi, reforma decyzji o odstrzale i odłowie redukcyjnym, zaostrzenie odpowiedzialności za naruszenia prawa łowieckiego. Na końcu znajduje się kolejna próba przepchnięcia okresowych badań lekarskich i psychologicznych posiadaczy broni.  Większość z tych haseł może i ładnie brzmi. Gdybyśmy nie wiedzieli, jaka jest prawda, to pewnie sami przyklasnęlibyśmy konieczności reformy. Poza tym, jak stwierdza mec. Daniłowicz, dopiero wczytanie się w treść projektu pozwala dostrzec to, co się za nim kryje. Być może tych rzeczywistych konsekwencji nie są świadomi nawet sami inicjatorzy akcji.

PZŁ zareagował w tym przypadku wyjątkowo szybko. Już w połowie lipca br., mniej więcej na półmetku zbiórki podpisów pod inicjatywą ustawodawczą, przedstawił na konferencji prasowej jednoznacznie negatywną ocenę społecznych,  gospodarczych i przyrodniczych skutków proponowanych w projekcie zmian (więcej TUTAJ). Niestety zainteresowanie mainstreamowych mediów udziałem w tym spotkaniu było znikome. Podkreślano wówczas m.in., że odsunięcie myśliwych o proponowane 700 m od budynków sparaliżuje możliwość wykonywania polowania na trzech czwartych powierzchni kraju. Odpowiedzialność za szkody wyrządzane przez zwierzynę na obszarze wyłączonym z możliwości prowadzenia gospodarki łowieckiej spadnie zaś na państwo. PZŁ zadeklarował także otwartość na dialog i zapewnił, że odniesie się szczegółowo do projektu, jeśli tylko trafi on pod obrady sejmu. Związek jest więc (miejmy nadzieję) przygotowany, aby dać merytoryczny odpór propozycjom „zielonych”.

Przy okazji konferencji zainaugurowana została także kampania „Fakty Łączą, Mity Dzielą” (www.faktyniemity.pl), która zachęca, aby przed złożeniem podpisu pod obywatelskim projektem nowelizacji Prawa łowieckiego poznać szczegóły proponowanych zapisów oraz ich konsekwencje.

Koniec łowiectwa?

Witold Daniłowicz w konkluzji wspomnianego we wstępie cyklu artykułów obnaża prawdziwy cel obywatelskiej ustawy. Nie ma złudzeń, że w ciągu kilku lat doprowadzi ona do likwidacji łowiectwa w obecnym kształcie. Dzisiejsze zadania myśliwych będzie więc musiała całkowicie przejąć państwowa służba, czego twórcy projektu, być może w swojej naiwności, w ogóle nie przewidują. Zakładają, że łowiectwo będzie dalej toczyć się dotychczasowym rytmem mimo postulowanych destrukcyjnych rozwiązań dla płynności finansowej dzierżawców i zarządców obwodów łowieckich. Wskazują przy tym bez ogródek, że za proponowane przez siebie zmiany zapłaci budżet państwa, a ich zdaniem „najistotniejszy potencjalny skutek finansowy” będzie się wiązał z wypłatą odszkodowań dla podmiotów kończących działalność polegającą na komercyjnej organizacji polowań. Wystarczy jednak zgrubnie policzyć przemilczane koszty rekompensat za straty wyrządzone w uprawach i płodach rolnych oraz przejęcia zadań z zakresu zarządzania zwierzyną przez państwo, żeby projekt został odrzucony w pierwszym sejmowym głosowaniu, a już na pewno zawetowany przez prezydenta.

Nie łudźmy się, że głos myśliwych w tych konsultacjach będzie miał większe znaczenie. O losach projektu zadecyduje logika sejmowa. Krótko przed wyborami uzyskanie wymaganego poparcia w strukturach koalicji rządzącej wcale nie musi być przy tym łatwe, a siła głosu polujących może przechylić decyzyjną szalę niektórych posłów. Mobilizacja członków PZŁ do zaangażowania dla sprawy nie jest więc całkowicie bezcelowa.

Artykuł „Nowy projekt »zielonych« – koniec łowiectwa? (I)” można pobrać TUTAJ, a jego kontynuację, „Nowy projekt »zielonych« – koniec łowiectwa? (II)” – TUTAJ. Trzecia część rozważań ukaże się w listopadowym wydaniu „Braci Łowieckiej”. Nie przegap jej i zamów prenumeratę na kwartał, pół roku, rok lub dwa lata na TUTAJ.