Wychowanie dziecka w bliskości z naturą to jedna z najpiękniejszych rzeczy, jakie możemy mu podarować. Las, łąka, jezioro czy zwykły spacer polną drogą mogą się stać miejscem pierwszych ważnych lekcji o świecie, odpowiedzialności i szacunku do życia. Jeżeli sami jesteśmy miłośnikami przyrody i świadomie podchodzimy do łowiectwa, możemy przekazać dziecku wartości, które będą mu towarzyszyć przez całe życie.
Ustawowy zakaz udziału dzieci w polowaniach od początku wzbudzał sporo emocji. Przeciwnicy łowiectwa uznali go za jedno ze swoich największych zwycięstw. Nie jest bowiem tajemnicą, że wielu myśliwych zainteresowało się łowiectwem już w młodości, gdy towarzyszyli swoim bliskim podczas polowań. Uniemożliwienie rodzicom polowania w towarzystwie dzieci w dalszej perspektywie ograniczy napływ młodych dorosłych do łowiectwa. Dlatego myśliwi od lat krytykują ten przepis i domagają się usunięcia go z ustawy – do tej pory nieskutecznie. Pojawiło się jednak światełko w tunelu.
W poprzednich numerach BŁ (9 i 10/2026) przedstawiłem wybrane założenia obywatelskiego projektu nowelizacji prawa łowieckiego „Uwaga! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre”. W ostatniej części przyglądam się kolejnym propozycjom zmian zmierzającym do ograniczenia polowań.
„Pozyskanie” zamiast zabicia, „farba” zamiast krwi, tusza przykryta gałązkami jedliny, a do tego sygnały myśliwskie i ceremoniał. Zdaniem przeciwników łowiectwa to sposób na odsunięcie od siebie najbardziej dosłownego wymiaru polowania – śmierci zwierzęcia. Czy rzeczywiście tak jest? Zastanówmy się, skąd wzięły się te praktyki i czemu miały służyć, zanim jeszcze pojawiły się współczesne spory o łowiectwo i jego społeczną akceptację.
Dobre perspektywy dla skupu dziczyzny Tomasz Tarnawski
Trzecia edycja Pucharu Narodów dla dzikarzy Daniel Gromek
Cztery oblicza łowiectwa w Pułtusku Katarzyna Dudek
Krok do przodu dla małego münsterlandera Giuseppe Secci
Safari i antysafari (I) Cezary Andruszewski
60 lat ogara polskiego w powojennej Polsce Anna Walentynowicz
Kobiety i łowiectwo – XII Konwent Preppers Poland Dominika Socha
Strzyżew – miejsce spotkania z patronem ludzi lasu
Kolba z Czeladzi zostanie znacznie powiększona Paweł Szustkiewicz
Mazowieckie Rogacze w „Grunwaldzie” Czesław Zamajski, Bogdan Pieńkowski
Jednym z najpopularniejszych, ale też bardzo lubianych świętych, nawet wśród osób niewierzących, jest św. Franciszek z Asyżu, patron m.in. ekologów (a zatem bywa przedstawiany w opozycji do myśliwych). Przyjrzyjmy się tej postaci, szczególnie że mamy ku temu istotne powody: trwający Rok Świętego Franciszka związany z 800-leciem jego śmierci, niedawna 800. rocznica powstania dzieła, które bodaj najbardziej przyczyniło się do popularności Biedaczyny z Asyżu – kantyku Pochwała stworzenia, a także ustanowienie Medalu św. Franciszka przez Związek Kynologiczny w Polsce.
Szesnaście lat temu Michał Zahajka uległ bardzo poważnemu wypadkowi, w którym – według dokumentacji medycznej – doznał 95-procentowego uszczerbku na zdrowiu. Teoretycznie nie miał szans na przeżycie. Dziś nie tylko żyje, lecz także jest aktywnym myśliwym, mimo że stracił rękę. Oddajemy mu głos, aby opowiedział swoją niezwykłą historię.
Debata o dzikach, sarnach, jeleniach i – coraz częściej – o wilkach oraz niedźwiedziach w miastach i na obrzeżach zabudowy nabiera ostrości. Rośnie liczba zgłoszeń do straży miejskich, pojawiają się wezwania do natychmiastowego odłowu albo odstrzału, ale jednocześnie słychać głosy, by zostawić zwierzęta w spokoju, bo to my, przedstawiciele Homo sapiens, wtargnęliśmy w ich naturalne siedliska.
Przełom XIX i XX w. zapisał się w historii przyrody jako czas dramatycznego obniżenia liczebności bobrów europejskich (Castor fiber). Intensywne polowania motywowane trzema głównymi czynnikami – cennym futrem, mięsem oraz kastoreum (wydzieliną cenioną w medycynie i perfumerii) – doprowadziły do niemal całkowitego wytępienia gatunku.
Dokarmianie zwierzyny płowej może się wydawać prostym zabiegiem hodowlanym. Jeszcze niedawno było stosowane powszechnie, chociaż obecnie jego celowość staje się coraz bardziej dyskusyjna. Aby osiągnąć zamierzony efekt i pomóc zwierzętom, zawsze należy jednak przestrzegać kilku prostych zasad.
65 lat temu w Bieszczadach utworzono Ośrodek Hodowli Jelenia Karpackiego. Miał powierzchnię ponad 120 tys. ha i objął zasięgiem prawie wszystkie tamtejsze nadleśnictwa. Z czasem stał się jednak nie tylko miejscem hodowli jeleni, lecz także łowieckim zapleczem dla prominentów i zagranicznych gości.
Nie należą do największych ani najbardziej okazałych antylop Afryki. Nie imponują masą ciała jak elandy, potęgą rogów jak kudu ani siłą bawołów. A jednak każdy, kto choć raz próbował podejść ridboki, wie, że to wyjątkowi przeciwnicy. Ostrożne, doskonale znające swój teren i niemal niewidoczne wśród wysokich trzcin, górskich traw czy nadrzecznych zarośli od pokoleń uczą afrykańskich myśliwych pokory i cierpliwości.
Dzieje kłusownictwa są równie długie jak historia prawnych ograniczeń polowania. Co ciekawe, choć sam proceder ma wielowiekową historię, słowo kłusownik pojawiło się w polszczyźnie ogólnej stosunkowo późno – najstarsze świadectwa jego obecności w tekstach pochodzą dopiero z XIX w.
Myśliwy polujący po drugiej stronie Bałtyku nie musi się zastanawiać, czy upatrzony rogacz spełnia określone kryteria. Nie ma zielonych lub czerwonych punktów, ocen prawidłowości odstrzału ani obowiązku pokazywania trofeum. Jest za to znacznie większa swoboda podejmowania decyzji na własnym terenie. Jak działa szwedzki model łowiectwa i czym różni się od naszego?
Rozwiązanie to jest od wielu lat znane i stosowane w innych krajach europejskich, choćby w Niemczech, ale u nas to jednak nowość: możliwość uboju niektórych gatunków zwierząt w miejscach ich naturalnego wypasu zamiast w rzeźni.
Czy organ koła łowieckiego może narzucić członkom termin odstrzału byków łownych? To pytanie stało się istotne po tym, jak łowczy pewnego koła, za pełną wiedzą i akceptacją zarządu, rozesłał do myśliwych wiadomość, w której zalecił, aby odstrzał mocnych byków łownych obustronnie koronnych dokonywany był w kulminacyjnej fazie rykowiska. W swoim zaleceniu odwołał się do zasad prawidłowej gospodarki łowieckiej oraz niewielkiej liczby byków łownych w rocznym planie łowieckim.
Myśliwska wersja babki ziemniaczanej, która w Polsce doczekała się rekordowej liczby nazw, idealnie nadaje się na posiłek wieńczący polowanie hubertowskie. Smaczna, syta, prosta i tania. Nie znam nikogo, komu by się przejadła.
Światowa premiera celowników Nocpix Ace 2 w Polsce
Boroskop Lyman Borecam 2.0 Łukasz Dzierżanowski
Buty dla myśliwego – Parcours 3.0 z systemem Anti-Fatigue
Rozmowa z Kasią Cieleń – dianą, miłośniczką polowań z ogarami, przewodniczką psów myśliwskich, która od wielu lat intensywnie poszukuje postrzałków przy pomocy ogarów polskich, hodowcą psów oraz członkinią Komisji Kynologicznej ZO PZŁ we Wrocławiu.
Historię rasy psów rzadko można oddzielić od świata, który ją stworzył. Szczególnie dobrze widać to w przypadku dawnych ras użytkowych. Gończy siedmiogrodzki nie powstał jako rezultat świadomej koncepcji jednego hodowcy i przez długi czas nie był nawet rasą w dzisiejszym rozumieniu tego słowa.
18–20 września br. odbył się w Pelplinie Hubertus Ogólnopolski. Jedną z jego ważnych części była Hubertowska Krajowa Wystawa Psów Ras Myśliwskich. Z założenia miała się wyróżniać spośród podobnych imprez z udziałem psów ras myśliwskich – i tak też było w istocie.
Najcichsze polowanie zbiorowe, w jakim uczestniczyłem, pozostawiło mnie z pytaniem, czy do osiągnięcia takiego efektu naprawdę potrzebny jest największy Svemko Pure L. Wypróbowałem więc dwa mniejsze modele w poszukiwaniu tłumika, który pozwoli mojej lekkiej Sodii w kalibrze 9,3x74R zachować jej walory – poręczność i elegancję.
Czysta łatka na wyciorze nie zawsze oznacza czystą lufę. Postanowiłem zajrzeć do niej boroskopem i sprawdzić, co naprawdę zostaje w środku po strzelaniu oraz jak bezpiecznie pozbyć się opornych osadów.
