Profesjonalny kłusownik, 12 października 2015 r.

Od jakiegoś czasu zdarzało się nam strzelić antylopę, która nosiła na sobie resztki „linki” (masywnego wnyka robionego pod duże zwierzęta). Był jeden hartebeest, od lat borykający się z drutem oplecionym wokoło żeber. Było gnu z resztką linki zaciśniętą na rapecie. Był też oryks ze zgangrenowaną raną po drucie. Wydawało nam się, że zwierzęta te wpadły w stare wnyki, których nie udało się znaleźć (ok. pięciu lat temu farma toczyła wojnę kłusowniczą, w wyniku której udało się rozpracować mafię handlującą mięsem lewego pochodzenia). CZYTAJ DALEJ