Od jakiegoś czasu zdarzało się nam strzelić antylopę, która nosiła na sobie resztki „linki” (masywnego wnyka robionego pod duże zwierzęta). Był jeden hartebeest, od lat borykający się z drutem oplecionym wokoło żeber. Było gnu z resztką linki zaciśniętą na rapecie. Był też oryks ze zgangrenowaną raną po drucie. Wydawało nam się, że zwierzęta te wpadły w stare wnyki, których nie udało się znaleźć (ok. pięciu lat temu farma toczyła wojnę kłusowniczą, w wyniku której udało się rozpracować mafię handlującą mięsem lewego pochodzenia). CZYTAJ DALEJ