Ogólnopolska debata poświęcona wpływowi inicjatywy obywatelskiej „Uwaga! Polowanie. Zmieńmy prawo łowieckie. Na dobre” na bezpieczeństwo żywnościowe kraju odbyła się w sejmie 5 listopada. Zgodny i zdecydowany sprzeciw wobec planowanej nowelizacji zgłosili w jej trakcie przedstawiciele środowisk łowieckich, rolniczych i samorządowych.
Spotkanie w sejmie zostało zorganizowane z inspiracji Komisji do Spraw Współpracy z Organizacjami Rolniczymi Naczelnej Rady Łowieckiej, a prowadzili je przewodnicząca Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa Urszula Pasławska oraz stały doradca tej komisji prof. dr hab. Dariusz J. Gwiazdowicz. Poszczególni prelegenci jednoznacznie dowiedli, że konsekwencje obywatelskiego projektu zmiany Prawa łowieckiego uderzają nie tylko w myśliwych i prowadzoną przez nich gospodarkę łowiecką, ale też w rolników i hodowców, samorządy lokalne i bezpieczeństwo zdrowotne. Publicznie wyrażony zgodny sprzeciw wobec proponowanej nowelizacji był największą wartością spotkania, na którym wygłoszono twierdzenia i wnioski, do których rolników i myśliwych nie trzeba przekonywać. Zaprezentowano jednak siłę, której politycy nie mogą zlekceważyć.
Nie obywatelski, a polityczny projekt Zielonych
Na udokumentowane, zgłoszone do prokuratury nieprawidłowości przy zbieraniu podpisów pod inicjatywą ustawodawczą zwracali uwagę działacze Związku Zawodowego Wspólna Sprawa (treść stanowiska TUTAJ). Wytykali, że w istocie nie jest to projekt obywatelski, tylko realizacja politycznej idei działaczy partii Zieloni, którą w sejmie reprezentują zaledwie dwie posłanki (Urszula Zielińska i Klaudia Jachira). Wybrzmiał też zarzut manipulowania przekazem poprzez sprowadzanie projektu do chwytliwego społecznie hasła o konieczności objęcia myśliwych obowiązkowymi badaniami okresowymi, bez wskazywania pozostałych zmian oraz ich następstw. Z dużą dozą pewności można założyć, że większość osób, które wsparły inicjatywę swoim podpisem, nie miała świadomości co do rzeczywistych zapisów projektu oraz ich możliwych następstw.
Kilkukrotnie ze strony osób zabierających głos padło stwierdzenie, że projekt powinien zostać odrzucony w pierwszym czytaniu – złożenie przez PSL takiego wniosku zapowiedziała posłanka Pasławska. Poinformowała także, że głosowanie nad dalszym procedowaniem dokumentu może się odbyć na kolejnym, 69. posiedzeniu sejmu w dniach 17–19 listopada br.
Samorząd rolniczy przeciwko projektowi
Niewątpliwie pozytywnym aspektem poruszenia wokół obywatelskiego projektu nowelizacji Prawa łowieckiego, dostrzeżonym również przez uczestników debaty, jest konsolidacja myśliwych i rolników w obliczu zagrożenia bezpośrednio godzącego w obie te grupy. Łowiectwo i rolnictwo wraz z gospodarką leśną są składowymi systemu naczyń połączonych, co akcentował prezes liczącego przeszło 140 lat Polskiego Towarzystwa Leśnego, dr Janusz Dawidziuk. Ta organizacja również wyraziła negatywne stanowisko (TUTAJ) do obywatelskiego projektu, oceniając go przez pryzmat interesów gospodarki leśnej. Jak kwitował Dawidziuk, nowelizacja dezorganizuje obowiązujący system z czysto ideologicznych pobudek wymierzonych w łowiectwo, jest szkodliwa społecznie i niebezpieczna z punktu widzenia interesów państwa.
Prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych Wiktor Szmulewicz sygnalizował, że obszarem, który wciąż dzieli myśliwych i rolników są szkody łowieckie. Proponowana nowelizacja tylko pogłębia jednak ten problem. Zagraża ponadto bezpieczeństwu żywnościowemu państwa oraz wpłynie na pogorszenie warunków życia rolników. Szmulewicz w imieniu samorządu rolniczego wyraził sprzeciw wobec omawianego projektu (treść stanowiska TUTAJ). Wtórowali mu z mównicy obecni w sejmie reprezentanci regionów – kujawsko-pomorskiego, wielkopolskiego, mazowieckiego, lubuskiego, małopolskiego i śląskiego. – Ten bubel rozwali rolnictwo i izby rolnicze – oceniał bez ogródek Andrzej Kaliński z Mazowieckiej Izby Rolniczej, apelując o zjednoczenie środowisk i wywarcie w tej sprawie wpływu na parlamentarzystów.
Prezes Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej Ryszard Kierzek w świetle analiz PZŁ, mówiących o co najmniej 75% powierzchni Polski wyłączonych z gospodarki łowieckiej w następstwie zmian forsowanych w projekcie wskazał, że w skali jego województwa będzie to nawet 97%. Jest to jednoznaczne z likwidacją rolnictwa na tym terenie. Alarmował też, że koszty ponoszone przez państwo w związku z ASF-em i ptasią grypą, której szerzenie przypisywał m.in. zwiększającej się populacji dzikich gęsi, już teraz rosną lawinowo z roku na rok. Na ten aspekt zwracali uwagę również reprezentanci innych izb rolniczych, podkreślając znaczenie współpracy z myśliwymi w profilaktyce i zwalczaniu epizoocji.
Nieoszacowane koszty
Trudno sobie nawet wyobrazić, jak duże będzie obciążenie budżetu państwa przy sparaliżowanym systemie zarządzania zwierzyną. Biuro Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Kancelarii Sejmu w szacowanym przedziale maksymalnym od 61 do 178 mln zł wydatków budżetowych związanych z wdrażaniem zapisów projektu ustawy w okresie trzech lat nie uwzględniło kosztów likwidacji szkód łowieckich (pełna treść opinii TUTAJ). Autorzy opinii zastanawiają się czy myśliwi wezmą na swoje barki odszkodowania za straty wyrządzone przez zwierzynę na obszarach wyłączonych z możliwości polowania, które w świetle zapisów nowelizacji pozostaną częścią obwodów łowieckich. Podane wyżej obciążenie finansów publicznych uwzględnia jedynie odszkodowania za wygaszanie działalności związanej z organizacją polowań, opracowanie i prowadzenie rejestru polowań, a także nowe zadania ministra właściwego ds. środowiska oraz regionalnych dyrekcji ochrony środowiska. Finansowych następstw przewidywanej m.in. w publikowanych na łamach BŁ artykułach z cyklu „Nowy projekt »zielonych« – koniec łowiectwa?” autorstwa mec. Witolda Daniłowicza całkowitej likwidacji łowiectwa w dotychczasowej formie i konieczności przejęcia zadań PZŁ przez państwo w sejmowej opinii nie przewidziano. Biuro wzięło przy tym pod uwagę możliwość całkowitego uniemożliwienia wykonywania polowań w niektórych obwodach, a także ryzyko zmniejszenia liczby członków PZŁ i osłabienia zdolności tej organizacji do realizowania postawionych przed nią zadań.
Możliwą skalę obciążeń Skarbu Państwa związanych z samą tylko likwidacją szkód łowieckich unaocznił natomiast łowczy okręgowy z Zielonej Góry Jacek Banaszek. Przytoczył on wyliczenia dla dwóch obwodów o powierzchni ok. 12 tys. ha, które w następstwie decyzji wojewódzkiego sądu administracyjnego z 2018 r. formalnie przestały istnieć i zawieszono na ich terenie polowania, więc odpowiedzialność za szkody przejął tam zarząd województwa. Tylko w ciągu dwóch lat rachunek wypłaconych odszkodowań oraz kosztów procedury szacowania strat przekroczył milion zł! Średnia wysokość odszkodowań wypłacanych przez myśliwych oscylowała tymczasem wokół 50–80 tys. zł rocznie. Dodajmy, że województwo lubuskie może zostać objęte wyłączeniami na powierzchni 750 tys. ha.
Samorząd terytorialny za rewizją projektu
Stanowisko Ogólnopolskiego Porozumienia Organizacji Samorządowych, które skupia około tysiąc jednostek samorządu terytorialnego, zaprezentował zastępca wójta wielkopolskiej gminy Kiszkowo, dr Bartłomiej Krąkowski. Wymienił szereg proponowanych rozwiązań, które będą obciążać i paraliżować pracę gmin, jednocześnie negatywnie oddziałując na lokalną gospodarkę oraz mieszkańców. Krąkowski zaznaczył także, że istniejące rozwiązania legislacyjne wprowadzają sprawdzone mechanizmy informowania o polowaniach i ochronę praw właścicieli nieruchomości. Zdaniem OPOS-u projekt przed ewentualnym dalszym procedowaniem powinien przejść zasadniczą rewizję i być poprzedzony rzeczywistym dialogiem z samorządami.
Prof. Grzegorz Woźniakowski z UMK w Toruniu zwrócił natomiast uwagę nie tylko na problem epizoocji, ze wspomnianymi już ASF-em i ptasią grypą na czele, ale też chorób odzwierzęcych transmitowanych na człowieka, w tym wścieklizny czy patogenów przenoszonych przez kleszcze. Jak dowodził, brak kontroli liczebności wolnożyjących populacji zwierząt będzie miał szkodliwe następstwa nie tylko dla produkcji zwierzęcej, ale też dla życia i zdrowia ludzi.
Część stanowiska PZŁ (pełna, obszerna treść ze szczegółowymi odniesieniami do poszczególnych proponowanych zmian TUTAJ), przyjętego formalnie przez zarząd główny na posiedzeniu 2 października br., ale sygnalizowanego już w czasie trwania zbiórki podpisów pod inicjatywą ustawodawczą, zreferował dyrektor do spraw nadzoru Biura ZG PZŁ Maciej Szmit. Wskazał przede wszystkim na niezgodność projektowanych przepisów z uzasadnieniem, pominięcie rzeczywistych skutków społecznych, przyrodniczych, ekonomicznych i gospodarczych nowelizacji oraz niesprecyzowane koszty i źródła finansowania nowych zadań, co łamie Regulamin Sejmu w zakresie reguł procesu legislacyjnego. Wg PZŁ projekt narusza ponadto konstytucyjne prawa obywateli oraz ingeruje m.in. w swobodę działalności gospodarczej. Nowelizacji nie dostosowano do całego brzmienia ustawy, co skutkuje powstaniem luk prawnych i wykluczeniem możliwości stosowania części zapisów w praktyce. Nie ma też adekwatnych regulacji przejściowych. Szmit konkludował, że nowelizacja nie rozwiązuje żadnego problemu, za to tworzy wiele nowych. Ma podłoże jednoznacznie ideologiczne, a nie merytoryczne.
Przeciwstawić emocje
Głos w debacie zabrali także wiceminister rolnictwa i rozwoju wsi Adam Nowak oraz zastępca szefa Kancelarii Premiera Jakub Stefaniak (obaj z PSL-u). Pierwszy z nich zwracał uwagę, że obecny system gospodarki łowieckiej jest dla państwa najtańszy. Pytał zarazem czysto retorycznie, jak projekt ustawy wpływa na poprawę efektywności tej dziedziny. Stwierdził też, że nie ma zgody na wyłączenie znacznych obszarów kraju z prowadzenia świadomej gospodarki łowieckiej. Stefaniak przekonywał z kolei, że do zwalczenia obywatelskiego projektu potrzebna jest z jednej strony jedność środowisk, których zmiany dotyczą, a z drugiej, stworzenie czytelnego, jasnego i emocjonalnego przekazu medialnego, który stanowiłby atrakcyjną kontrę dla już wzbudzonych nastrojów. Potrzeba obrazowych, oddziałujących na wyobraźnię argumentów obnażających manipulacje autorów projektu. Ważną areną tej walki są bowiem zdaniem Stefaniaka media społecznościowe. Projekt będzie miał swoich zwolenników również po stronie parlamentarzystów i nie będzie łatwo przechylić szalę głosów na właściwą stronę.