Przeczytasz w 6 minut

Płoszenie wilków, niedźwiedzi i żubrów gumowymi kulami zalegalizowane

Ustawa z 15 maja 2026 r. o zmianie ustawy o ochronie przyrody oraz niektórych innych ustaw (o ochronie zwierząt oraz o środkach przymusu bezpośredniego i broni palnej) weszła w życie 23 czerwca 2026 r. Dokument  legalizuje umyślne płoszenie niedźwiedzi, wilków i żubrów przy użyciu amunicji niepenetracyjnej i… zastawia niejedną pułapkę na osoby, które takie działanie realizują.

Gumowe kule na zezwolenie

Płoszenia wilków, niedźwiedzi i żubrów przy wykorzystaniu broni gładkolufowej z zastosowaniem amunicji niepenetracyjnej będą mogły dokonywać osoby posiadające pozwolenie na broń, w tym pozwolenie na broń do celów łowieckich. Nowelizacja ustawy o ochronie przyrody obwarowuje jednak sprzedaż nabojów z gumowymi kulami w celu umyślnego płoszenia okazaniem nie tylko pozwolenia na broń, ale dodatkowo również zezwolenia dyrektora RDOŚ, uprawniającego do wykorzystania strzelb i amunicji niepenetracyjnej do odstraszania wymienionych wyżej gatunków. Sklepy sprzedają myśliwym amunicję obezwładniającą zgodnie z kalibrem opiewającym w legitymacji posiadacza broni, bez konieczności okazywania dodatkowych dokumentów. Ich weryfikacja nastręczałaby wprawdzie niemało trudności, ale trzeba mieć świadomość, że nierespektowanie tego wymogu wiąże się z wątpliwościami prawnymi. Mec. Miłosz Kościelniak-Marszał, adwokat i stały współpracownik , przytacza nieupowszechnione dotąd stanowisko Sądu Najwyższego zawarte w wyroku z grudnia 2020 r., w myśl którego posiadanie przez osoby mające broń palną do celów łowieckich amunicji o innym przeznaczeniu niż wykonywanie polowań może stanowić przestępstwo zagrożone karą pozbawienia wolności od sześciu miesięcy do ośmiu lat ( 10/2021).

Chęć spełnienia wymogów wynikających z treści ustawy spowoduje konieczność dość karkołomnej weryfikacji uprawnień do zakupu amunicji z pociskami gumowymi. W przypadkach indywidualnych sprawa wydaje się prostsza, ale zezwolenia w założeniu wcale nie muszą być imienne. Jak informuje rzecznik prasowy RDOŚ w Rzeszowie Łukasz Lis, do tej pory zgody dla wójtów, pozwalające wszystkim mieszkańcom oraz służbom uprawnionym do posiadania broni gładkolufowej na płoszenie niedźwiedzi amunicją niepenetracyjną, realizowane „w pobliżu zabudowań i siedzib ludzkich oraz miejsc, pastwisk, na których przebywają ludzie, zwierzęta domowe, hodowlane”, zostały wydane dla piętnastu podkarpackich gmin oraz Nadleśnictwa Lutowiska (wg stanu na 9 czerwca 2026 r.). Mieszkaniec zainteresowany zakupem nabojów z gumowymi pociskami w założeniu powinien więc okazać sprzedawcy zezwolenie RDOŚ, a zatem również poświadczyć zamieszkanie w granicach danej gminy. Sprawa wcale nie jest jednak taka oczywista. Na RDOŚ spoczywa duża odpowiedzialność za formułowanie decyzji w klarowny sposób, który nie będzie paraliżował ich wykonalności. Tymczasem zarówno ustawa uchwalona w kształcie, co do którego szereg wątpliwości prawnych zgłaszała w toku prac legislacyjnych przewodnicząca sejmowej KOŚZNiL Urszula Pasławska (PSL), jak i dotychczasowe brzmienie decyzji RDOŚ powodują pewne niejasności. Wiążą się one choćby z nieostrą definicją prawną mieszkańca gminy i sposobem potwierdzenia miejsca zamieszkania podczas zakupu amunicji w razie realizacji zezwolenia wydanego obszarowo dla gminy. Jak pracownik sklepu myśliwskiego miałby zweryfikować prawdziwość dokumentu zezwalającego na płoszenie czy sprawdzić, że miejsce zamieszkania znajduje się w granicach gminy objętej zgodą na płoszenie? Idźmy dalej – co w razie zmiany miejsca zamieszkania lub wygaśnięcia wydanego zezwolenia na płoszenie, kiedy w szafie pozostaje niewykorzystana do tego celu amunicja? Ustawodawca nie wykazał się szczególną przezornością, ewentualnymi konsekwencjami obarczając obywateli – w tym przypadku głównie myśliwych.
 
Powyższa praktyka wydawania zgód na płoszenie gumowymi kulami dla gmin i ich mieszkańców była stosowana również dotychczas, ale jako rozwiązanie blankietowe, ponieważ nie istniały szczególne przepisy regulujące ten obszar. Naboje obezwładniające nie są amunicją myśliwską, członkowie PZŁ w zasadzie nie mieli po co ich nabywać ani stosować. Pozostali posiadacze broni nie mieli z kolei podstaw do używania swoich jednostek w sposób inny niż zgodnie z wydanym pozwoleniem. W myśl nowych regulacji płoszyć niedźwiedzie, wilki i żubry gumowymi kulami będzie mógł posiadacz broni do dowolnego celu, uprawniony do jej noszenia, czyli przemieszczania w stanie załadowanym, który wylegitymuje się wspomnianym wyżej zezwoleniem.
 
Dodajmy jeszcze, że gminy na mocy wydawanych decyzji RDOŚ na płoszenie są zobowiązane do przedkładania regularnych raportów z zakresu wykorzystania zezwoleń, które mają zawierać liczbę płoszonych niedźwiedzi, zastosowane metody i narzędzia. Jak zapanować nad gromadzeniem tych informacji od wszystkich mieszkańców gminy gremialnie uprawnionych do odstraszania drapieżników w swoich obejściach?

Stan wyższej konieczności

Abstrahując od powyższych wątpliwości, RDOŚ w całym kraju mogą spodziewać się zasypania indywidualnymi wnioskami o zezwolenie na płoszenie z użyciem amunicji niepenetracyjnej. Czas pokaże jaka wykrystalizuje się praktyka w tym zakresie. Mogłoby się wprawdzie wydawać, że gorąca atmosfera wokół dużych drapieżników, w szczególności niedźwiedzi na Podkarpaciu, powinna skutkować dużą przychylnością do wniosków obywateli. Ton wypowiedzi generalnego dyrektora ochrony środowiska Piotra Otawskiego w trakcie sejmowych prac legislacyjnych nad omawianą nowelizacją niestety studzi ten entuzjazm. Tym bardziej, że wprowadzenie do powyższego katalogu gatunków w toku prac sejmowej KOŚZNiL wilka, o co wnioskował poseł Dariusz Piontkowski (PiS), nie spotkało się z aprobatą „zielonej” części parlamentarnej sceny. Nie bez znaczenia jest ponadto, że regulacja zezwalająca na płoszenie gumowymi pociskami została wprowadzona zgodnie z oczekiwaniami Ministerstwa Klimatu i Środowiska oraz GDOŚ przede wszystkim jako narzędzie umożliwiające sprawną realizację zadań przez grupę interwencyjną ds. niedźwiedzi. W odniesieniu do osób spoza tego kręgu wybrzmiewają obawy o nadużywanie zezwoleń na płoszenie do eliminowania drapieżników pod pozorami obrony koniecznej. Znowelizowana ustawa o ochronie przyrody zwalnia bowiem z odpowiedzialności osoby, które płosząc w sposób legalny zabiją w stanie wyższej konieczności lub nieumyślnie okaleczą osobniki trzech wymienionych gatunków. Jak jednak przypomina mec. Miłosz Kościelniak-Marszał, dopuszczenie zabicia zwierzęcia w obronie koniecznej jest klasycznym kontratypem, który obowiązywał już do tej pory na mocy kodeksów wykroczeń i karnego. Przestrzega zarazem, że choć nowelizacja ustawy o ochronie przyrody zwalnia z odpowiedzialności za wykroczenie, to za zabicie zwierzęcia w obronie własnej nadal można zostać obwinionym za przestępstwo na mocy ustawy o ochronie zwierząt.

Płoszenie zwierzyny a zezwolenie marszałka

Uchwalona wraz ze zmianą ustawy o ochronie przyrody nowelizacja  ustawy o ochronie zwierząt wyłącza z katalogu czynności kwalifikowanych jako znęcanie się nad zwierzętami płoszenie gatunków łownych z terenów zurbanizowanych – jeżeli jest uzasadnione potrzebą zapewnienia bezpieczeństwa publicznego lub ochrony mienia, a także z obszarów upraw rolnych oraz obrębów hodowlanych – jeżeli ma na celu zapobieganie szkodom. Dla porządku doprecyzowano również, że znęcaniem się nad zwierzętami nie będzie płoszenie gatunków łownych i objętych ochroną prowadzone na podstawie posiadanych zezwoleń organów ochrony środowiska. Taka regulacja pojawiła się w toku prac senackich nad nowelizacją, kiedy starano się poprawić nagłośnioną w łowieckich środkach przekazu niefortunną pierwotną redakcję przepisu, w myśl której każde płoszenie zwierzyny bez zgody marszałka byłoby uznawane za znęcanie się i penalizowane karą pozbawienia wolności do 3 lat. Choć w nowelizacji zapisano również, że w razie odstraszania zwierzyny, zarówno z miast, jak i upraw rolnych, nie trzeba uzyskiwać wymaganych Prawem łowieckim zezwoleń marszałka województwa na odstępstwo od obowiązującego zakazu płoszenia, to zdaniem mec. Kościelniaka-Marszała w obu tych przypadkach nadal będzie to konieczne. Mamy tutaj kolejną legislacyjną pułapkę. Prawo łowieckie nie zostało znowelizowane w powyższym zakresie, a ustawy o ochronie zwierząt nie można traktować wobec niego jako lex generalis, tj. regulacji ważniejszej.
 
Nieobszerna nowelizacja wprowadziła zatem więcej bałaganu niż rozwiązała problemów. Przypomnijmy, że jej projekt został złożony przez grupę posłów Polski 2050 we wrześniu ub.r., zatem jeszcze przed rozłamem tego ugrupowania, początkowo jako zmiana ustawy o ochronie zwierząt. Z przebiegiem procesu legislacyjnego oraz pełną treścią ustawy można się zapoznać TUTAJ.


Fot. bennytrapp/ Adobe Stock