Od 8 do 12 listopada ub.r. niebo nad Ponidziem opanowały ptaki szponiaste. W tym czasie odbywały się 44. Międzynarodowe Łowy z Sokołami, które wpisały się w jubileusz 45-lecia powstania Polskiego Klubu Sokolników PZŁ „Gniazdo Sokolników”. Tę organizację powołano w 1972 r., a szczególne zasługi na tym polu położyli – co warto nadmienić – Czesław Sielicki, prof. Zygmunt Pielowski oraz Wacław Lesiński (znany również z tego, że wraz z płk. Piotrem Kartawikiem odtworzył ogara polskiego).
Bazą ubiegłorocznych łowów został Hotel nad Starą Nidą w Pińczowie. Na zbiórce w dniu otwierającym polowanie stanęło
78 sokolników (w tym reprezentanci Słowacji, Czech, Niemiec, Austrii oraz Belgii)
z 87 ptakami łowczymi. Towarzyszyło im liczne grono obserwatorów. Gospodarzami łowisk wciąż zasobnych w zwierzynę drobną (dzięki intensywnej redukcji drapieżników i korzystnej strukturze agrarnej) były koła łowieckie „Łoś” w Busku-Zdroju, „Szarak” w Stopnicy i „Diana” w Kazimierzy Wielkiej oraz OHZ „Bogucice” zarządzany przez ZO PZŁ w Kielcach. Ten region sokolnicy upodobali sobie zresztą lata temu.
Polowanie prowadzono w zespołach według podziału na sokoły, jastrzębie i orły. Każda z tych grup ptaków łowczych wymaga odmiennych warunków terenowych i odznacza się inną specyfiką pracy. Sokoły potrzebują rozległego, otwartego terenu. To ptaki wysokiego lotu, a jednym ze sposobów polowania z nimi są czaty – ptak podąża za psem i człowiekiem, by zaatakować ruszoną zwierzynę z pułapu nawet 200–300 m.
Z jastrzębiem (zaliczanym do ptaków niskiego lotu) poluje się głównie na deptaka i zwalnia go z rękawicy za poderwanymi bażantem, kuropatwą albo szarakiem. W obu tych przypadkach nieocenioną rolę odgrywa pies podsokoli, którego zadanie polega na wystawieniu i wypłoszeniu zwierza na komendę, ale już nie jego aporcie po schwytaniu przez ptaka. Ta czynność przypada w udziale zazwyczaj pointerom lub wyżłom, choć lista ras wykorzystywanych do tego celu jest dużo dłuższa. Technika polowania z orłami nieco przypomina tę wspomnianą przy jastrzębiach. Orły preferują teren o lekko urozmaiconej rzeźbie, który umożliwia im daleki pościg za, dajmy na to, szarakiem. Za sprawą doprawdy imponujących, determinowanych wrodzonym instynktem wyczynów ekwilibrystycznych zajęcy, których dosięgają szpony ptaka, to niezwykle widowiskowa forma łowów (Josef Hiebeler z Centrum Sokolnictwa i Ptaków Szponiastych w Waldreich w Austrii stwierdził, że tak zmyślnych i walecznych gachów jak w Polsce nie ma w całej Europie). Chyba nie wymaga tłumaczenia, dlaczego pies stanowi tutaj zbędne ogniwo.
Pokot 44. łowów – zważywszy na z założenia względnie mały sukces polowania z ptakami łowczymi (szacuje się, że zostaje złapana jedna ofiara na 10 ataków) – był wcale niezły. Zapewne nie bez udziału
św. Bawona, patrona sokolników, po trzech dniach znalazło się na nim 38 bażantów
i 15 zajęcy, co z pewnością nie nadwyrężyło stanów zwierzyny drobnej w opolowywanych łowiskach, za to dostarczyło nie lada emocji i satysfakcji polującym.
Jak pokazało jubileuszowe spotkanie sokolników, ich pasja w Polsce stanowi wciąż żywą i rozwijającą się tradycję. Warto zauważyć, że ta dziedzina łowiectwa doskonale się odnalazła w otoczeniu kreowanym przez coraz doskonalsze zdobycze techniki. Ptaki łowcze to wdzięczny obiekt wspomagający edukację przyrodniczo-łowiecką. Wykorzystuje się je w ochronie biologicznej obiektów użyteczności publicznej. Od tysięcy lat istotą sokolnictwa (którego nie należy mylić z ww. działaniami) niezmiennie pozostaje jednak polowanie, w jego obecnie najbardziej naturalnej formie.
„Gniazdo Sokolników” skupia niespełna 150 pasjonatów (wszyscy są jednocześnie myśliwymi zrzeszonymi w PZŁ). Mimo że kuźnia miłośników polowań spod pierza to nadal technika leśne (w Tucholi, Warcinie, Rogozińcu i Zagnańsku), fascynacją nimi można się zarazić choćby od współmałżonka – jak stało się w przypadku jednej ze składających ślubowanie dian. W czasie uroczystego bankietu (na którym nie zabrakło urodzinowego tortu) w szeregi „Gniazda” włączono łącznie sześcioro nowych członków. Swój egzamin przechodzili oni w polu, w trakcie łowów. Zasłużonym na rzecz sokolnictwa wręczono zaś karnale –
przypinki w kształcie kapturków zasłaniających ptakom oczy – będące wewnętrznym odznaczeniem „Gniazda Sokolników” (złotymi wyróżniono Zbigniewa Tracza, Andrzeja Lipkę i Mariusza Nowogrodzkiego).
45. jubileusz „Gniazda Sokolników” przypieczętowało przyjęcie przez NRŁ Kodeksu etyki sokolniczej. Obchody uświetniła ponadto wystawa „Chwal ćwik! Żywa tradycja sokolnictwa”. Jej inauguracja odbyła się w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. 16 listopada ub.r., kiedy przypada Światowy Dzień Sokolnictwa, otwarto ją w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa w Warszawie, gdzie ma gościć do końca kwietnia 2018 r. Korzystając z okazji, warto też przypomnieć, że w 2015 r. sokolnictwo –
żywa tradycja zostało wpisane na krajową listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego. Otworzyło to drogę do starań o dopisanie Polski do listy dziedzictwa światowego, na której ta forma polowania znalazła się już w 2010 r.
Tekst i zdjęcia
Adam Depka Prądzinski |
BŁ nr 2/2018