Sejmowa KOŚZNiL przygotuje dezyderat w sprawie sytuacji z niedźwiedziem i wilkiem na Podkarpaciu
Maj 18
17:29
2026
Wydrukuj
Mocne wypowiedzi podkarpackich samorządowców reprezentujących mieszkańców bieszczadzkich gmin wybrzmiały 13 maja br. w sejmie podczas posiedzenia Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, poświęconego narastającej skali zdarzeń konfliktowych z dużymi drapieżnikami. Posłowie przygotują dezyderat z postulatami konkretnych działań w sprawie wilków i niedźwiedzi adresowany do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, który ma zostać poddany pod głosowanie na kolejnym posiedzeniu KOŚZNiL.
Płoszenie to wydmuszka
Głos dotyczący dramatycznej sytuacji związanej ze skalą konfliktu z dużymi drapieżnikami w ostrych wystąpieniach zabrali wójtowie gmin Bukowsko – Marek Bańkowski, Solina – Adam Piątkowski, Czarna – Jacek Przybyła i Olszanica – Krzysztof Zapała, a także sekretarz gminy Cisna Tomasz Lasyk, burmistrzowie Zagórza Ernest Nowak i Ustrzyk Dolnych Michał Wnuk oraz wicestarosta leski Wiesław Kuzio. Zrzedły wobec ich argumentacji miny wiceminister Urszuli Zielińskiej, która na posiedzeniu komisji reprezentowała resort środowiska oraz generalnego dyrektora ochrony środowiska Piotra Otawskiego. Nie uszło przy tym uwadze zgromadzonych, że minister Paulina Hennig-Kloska oraz główny konserwator przyrody Mikołaj Dorożała nie mieli odwagi skonfrontowania się z pozbawionymi realnego wsparcia ze strony państwa i podkreślającymi swoją bezradność samorządowcami, do których trafiają apele mieszkańców o pomoc. Zgodnie wskazywali oni na pilną potrzebę racjonalnej regulacji liczebności niedźwiedzi jako jedynego środka umożliwiającego zniwelowanie problemu. Jak wskazywał Adam Piątkowski z Soliny, od 2018 r. wyczerpał wszystkie dostępne prawne środki do zapewnienia bezpieczeństwa publicznego, co wcale nie zmniejszyło skali problemu. – Płoszenie to jest wydmuszka. (…) Drapieżnik się bardzo szybko pojawia i szybko znika – mówił z kolei Ernest Nowak z Zagórza. W 2022 r. w rejestrze zdarzeń konfliktowych z dużymi drapieżnikami na terenie podległej mu gminy odnotowano około 15 sytuacji związanych z wilkami oraz 1–2 z niedźwiedziami. Tylko od początku tego roku tych z niedźwiedziami jest już ponad dwadzieścia, i to nie tylko na terenach leśnych i na polach, ale też w mieście. Zdaniem Nowaka, któremu chwilę później wtórował poseł Bartosz Romowicz (Polska 2050; burmistrz Ustrzyk Dolnych w latach 2014–2023), trzeba określić pojemność siedlisk, przeprowadzić szybką inwentaryzację genetyczną i zacząć aktywnie zarządzać populacją niedźwiedzi. Brak działań realnie minimalizujących konflikt nie tylko naraża ludzi na utratę życia i zdrowia, ale jest szkodliwy dla samego niedźwiedzia. – To nasi mieszkańcy przez tyle lat byli strażnikami tej populacji. I co państwo teraz robią? Akceptacja społeczna dla tych drapieżników jest zerowa – argumentował.
Marek Bańkowski z Bukowska zwracał uwagę na brak poczucia elementarnego bezpieczeństwa mieszkańców swojej gminy. Liczbę niedźwiedzi na jej terenie szacuje się na ponad dwadzieścia, a to teren rolniczy, o lesistości 40%, czyli nie optymalne siedlisko tych drapieżników. Urzędnicy przytaczali przykłady, kiedy niedźwiedzie pojawiają się na terenach zabudowanych, również w pobliżu przedszkoli i miejsc zgromadzeń. Spada frekwencja turystów, a to turystyka jest gospodarczym motorem regionu. Presja dużych drapieżników negatywnie odbija się też na rolnictwie, w tym rolnictwie ekologicznym. Jak zwracał uwagę Krzysztof Zapała z Olszanicy, państwo chroni gatunki, ale nie chce brać odpowiedzialności za konsekwencje tej ochrony. Przerzuca się ją na samorządowców bez wyposażenia ich w narzędzia i środki finansowe, których w budżecie nie ma nawet na tak elementarne zadanie, jak monitoring liczebności.
Ministerstwo w ogniu pytań
Znamienne było wystąpienie obecnych na posiedzeniu reprezentantów policji. Zastępca dyrektora Biura Prewencji KGP insp. Piotr Kulesza zwrócił uwagę, że w ostatnich trzech latach na Podkarpaciu zauważalnie wzrasta liczba interwencji funkcjonariuszy z dziką zwierzyną, co jednak nie jest zadaniem tej formacji. Naczelnik Sztabu Policji KWP w Rzeszowie kom. Krzysztof Kopala powiadomił z kolei, że policjanci kierowani do takich zgłoszeń są wyposażani w broń długą i ręczne miotacze pieprzu, jednostki w Sanoku i Lesku doposażono ponadto w czterokołowce, które mają skrócić czas reagowania, a pierwszą z nich zasilono dodatkowo dwoma funkcjonariuszami.
Ze strony posłów pod adresem MKiŚ padały natomiast konkretne pytania związane z populacją niedźwiedzi oraz wilków, wśród nich dociekania jaka jest liczebność oraz pojemność ekosystemów dla obu gatunków, jaka jest skala zaangażowania policji w realizację zadań wykraczających poza jej zadania ustawowe, dlaczego do tej pory nie wyeliminowano osobnika, który w kwietniu zabił kobietę w Płonnej, czy resort przewiduje przejście od pasywnych do aktywnych metod ochrony i zarzadzania populacją, itd. Nawet posłanka Gabriela Lenartowicz (KO), znana raczej z ochroniarskich poglądów przyznała, że mamy sytuację kryzysową, która wymaga wdrożenia działań doraźnych, obowiązujących do momentu przyjęcia systemowych rozwiązań. Jakie mogłyby to jej zdaniem być działania, tego się już niestety nie dowiedzieliśmy.
Kontakt z dziką przyrodą bywa ryzykowny
W dyskusji błyskotliwymi wypowiedziami nie zawiodły Klaudia Jachira (KO–Zieloni) oraz Małgorzata Tracz (KO–Zieloni). Pierwsza z nich, jak zazwyczaj w trakcie posiedzenia komisji rozkojarzona i zajęta swoim smartfonem, skwitowała, że to co usłyszała było rodem z bajek i tylko nakręca spiralę poczucia zagrożenia, ale nie ma poparcia w nauce. To człowiek zabiera „gatunkom pozaludzkim” dom, a niedźwiedzie zbliżają się do niezabezpieczonych śmietników oraz nęcisk. Małgorzata Tracz uczulała, że niedźwiedzie napowietrzają glebę, rozsiewają nasiona i są sanitariuszami lasu, a system odszkodowań i narzędzia przeciwdziałania konfliktom zarówno ze wspomnianym gatunkiem, jak i wilkami są obecnie wystarczające. Dodajmy do tego Anitę Kucharską-Dziedzic (Lewica), która wszystkim przypomniała, że „kontakt z dziką przyrodą bywa ryzykowny”. Przestrzegała przed odstrzeleniem wszystkich niedźwiedzi, przy czym takie postulaty nie padły ze strony żadnego z dyskutantów, a już na pewno nie od najbardziej zainteresowanych rozwiązaniem problemu samorządowców. Ewidentny kłopot mamy więc z uzgodnieniem wspólnego słownika pojęć.
Niestety mimo całego dramatyzmu sytuacji, choć zarówno Urszula Zielińska, jak i Piotr Otawski kajali się za decyzyjne zaległości i wyrażali ubolewanie nad obecną sytuacją, argument o potrzebie regulacji populacji podkarpackich niedźwiedzi nie został przez nich podjęty. Słyszeliśmy zamiast tego, że zabezpieczanie dostępu do pokarmu antropogenicznego ogranicza sytuacje konfliktowe w 90%. Już po posiedzeniu komisji przez sejm przeszły senackie poprawki do nowelizacji ustawy o ochronie przyrody dopuszczającej, na podstawie indywidualnych zgód GDOŚ, możliwość płoszenia niedźwiedzi, wilków i żubrów kulami gumowymi. Będzie to jedno z zadań tworzonej grupy interwencyjnej, docelowo jedenastoosobowej. RDOŚ w Rzeszowie nie bez sukcesów rekrutuje członków tego zespołu na stanowisko ekspertów ds. monitoringu i zapobiegania sytuacjom konfliktowym powodowanym przez niedźwiedzie, kusząc wynagrodzeniem zasadniczym nie niższym niż 6,5 tys. zł brutto. Wzmocniony zostanie także monitoring osobników problemowych – obroże z nadajnikami ma otrzymać osiemnaście niedźwiedzi z całkowitej populacji… o nieznanej liczebności. Jak z rozbrajającą szczerością przyznawał Otawski, dostępne dane na temat stanu populacji są nierzetelne i obarczone dużym błędem (wiadomo, jak podał, że w Tatrzańskim PN są 64 osobniki, a w samym Bieszczadzkim PN – 35). Obroże mają w każdym razie pozwalać na precyzyjne identyfikowanie osobników problemowych.
Jak argumentował dyrektor GDOŚ, dzięki już założonym jesienią ub.r. pięciu nadajnikom wiadomo, że niemal połowę szkód na Podkarpaciu wyrządza jeden osobnik i jeśli nie będzie innej możliwości, to zostanie on wyeliminowany. Zapowiedział zarazem, że dzięki funduszom norweskim wkrótce możliwe będzie sfinansowanie i wdrożenie programu monitorowania trzech gatunków dużych drapieżników – rysi, niedźwiedzi i wilków.
ADP, Fot. Bartosz Rakoczy/ Adobe Stock